Kategoria: Dochodzenie wierzytelności

Mój blog dotyczy spraw sądowych i egzekucyjnych, prowadzonych przeciwko dłużnikom winnym Ci pieniądze. Jednakże właściwa „sprawa” nie zaczyna się wcale w sądzie, a już na pewno nie u komornika. Sprawa zaczyna się znacznie wcześniej, bo już z chwilą, gdy minął termin zapłaty, a Ty nie otrzymałeś swoich pieniędzy. Od Twojej reakcji w dużym stopniu zależy, czy i kiedy je odzyskasz. A także, jakim kosztem.

My prawnicy nazywamy czas pomiędzy powstaniem roszczenia a skierowaniem pozwu do sądu „etapem przedsądowym” sprawy. To czy on w ogóle zaistnieje wynika z okoliczności sprawy i postawy klienta, który może kierować się różnymi pobudkami. Osobiście w każdej sprawie zaczynam od zadania sobie i klientowi pytania, czy jego sprawę można zakończyć polubownie, bez konieczności wszczynania postępowania sądowego. Nie dlatego, że nie lubię chodzić na rozprawy (bo bardzo lubię :), ani ze względu na własny interes (sprawa sądowa oznacza wyższe wynagrodzenie dla prawnika, mnie opłaca się więc bardziej), ale ze względu na interes klienta – jego czas i pieniądze. Bo wiele spraw można skończyć już na etapie przedsądowym, bez ponoszenia wynagrodzeń prawników i opłat sądowych, bez miesięcy lub lat oczekiwania na wyrok i trzymania kciuków za komornika, żeby udało mu się znaleźć i zająć majątek dłużnika.

Wśród różnych metod polubownego rozwiązywania sporów (takich jak mediacja, zawezwanie do próby ugodowej, negocjacje etc.) do najprostszych i najtańszych należy z pewnością wezwanie do zapłaty. Jest to po prostu swego rodzaju monit, przypomnienie dłużnikowi, że jest Ci winien pieniądze i że mu nie odpuścisz. Że w razie co pójdziesz do sądu i będziesz walczył. To, czy faktycznie pójdziesz do sądu, to inna kwestia, bo czasami nie warto. Ale dłużnik musi wiedzieć, że jesteś na to gotowy. Ta świadomość może sprawić, że Ci zapłaci.

Co powinno zawierać wezwanie do zapłaty?

  • precyzyjne wskazanie kwoty, jaką jest Ci winien dłużnik, oraz wskazanie z czego ona wynika – z jakiej umowy między Wami, z jakich okoliczności faktycznych,
  • uzasadnienie żądania zapłaty – poprzez wskazanie, do kiedy miała ona nastąpić; wyjaśnienie, że wszystkie Twoje zobowiązania wobec dłużnika zostały spełnione, a więc on powinien dopełnić swoich,
  • uzasadnienie prawne – nie jest to element konieczny, ale wezwania dobrze uzasadnione prawnie są dużo skuteczniejsze, bo dłużnik może sam zobaczyć, że wierzyciel ma „argumenty” po swojej stronie,
  • wyznaczenie dłużnikowi dodatkowego terminu do zapłaty – w zależności od okoliczności sprawy może to być od kilku dni do nawet miesiąca, ważne żeby dłużnik miał realnie możliwość sprostać Twojemu żądaniu w wyznaczonym czasie,
  • wskazanie konsekwencji nie dochowania terminu – przez konieczność zapłaty odsetek ustawowych za opóźnienie i ryzyko skierowania sprawy do sądu,
  • Twój podpis.

Wezwanie wyślij koniecznie listem poleconym (będziesz miał dowód nadania i łatwo sprawdzisz datę doręczenia pisma dłużnikowi).

Dlaczego warto napisać wezwanie do zapłaty? Przede wszystkim dlatego, że samo wezwanie kosztuje niewiele (tak u prawnika, jak i pisane samodzielnie), wymaga niewiele czasu (zwykle daje się dłużnikowi 7 dni na reakcję, a potem można iść do sądu), a często skutkuje zapłatą przez dłużnika przynajmniej części kwoty bez konieczności wytoczenia powództwa. A nawet jeżeli pójdziesz ze sprawą do sądu – to wezwanie robi zawsze dobre wrażenie, bo pokazujesz się jako osoba racjonalna, która dała dłużnikowi dodatkową szansę na polubowne zakończenie sporu.

Czy warto zlecić sporządzenie wezwania do zapłaty radcy prawnemu? W prostych sprawach powinieneś poradzić sobie sam, wystarczy lektura tego wpisu. Jeżeli jednak Twoja sprawa jest bardziej skomplikowana lub nie jesteś pewien, czy rzeczywiście prawo jest po Twojej stronie i czy możesz skutecznie domagać się zapłaty – warto odwiedzić profesjonalistę. Zwłaszcza, że w razie braku reakcji dłużnika na wezwanie przygotuje on pozew i poprowadzi dalej sprawę, znając ją od podszewki. No i faktem jest, na co wskazuje również moje własne doświadczenie, że wezwanie do zapłaty podpisane przez radcę prawnego i wysłane z pieczątką kancelarii robi na dłużniku dużo większe wrażenie. Bo skoro zleciłeś sprawę prawnikowi to traktujesz sprawę poważnie, i raczej nie dasz za wygraną tak po prostu. A skoro tak, to może lepiej zapłacić od razu? Bez generowania kosztów? Na pewno! 🙂

Słonecznego tygodnia Ci życzę!

Na początku lutego Ministerstwo Sprawiedliwości zapowiedziało kolejną nowelizację prawaskrócenie terminów przedawnienia długów, zmianę sposobu liczenia i przerywania ich biegu, dalszą ochronę praw dłużników. To już nie jest wrażenie, lecz po prostu fakt – coraz trudniej być wierzycielem, coraz więcej się od wierzycieli wymaga (wiedzy i pieniędzy), podczas gdy dłużnicy otrzymują od państwa coraz to nowe podarki (tu i tu). Dla niektórych zapowiada się kolejna gwiazdka.

Planowane zmiany zakładają m. in.:

  • skrócenie ogólnego terminu przedawnienia zobowiązań z 10 lat do lat 6,
  • skrócenie terminu przedawnienia prawomocnego wyroku sądu (tytułów egzekucyjnych) z 10 lat do lat 3 – o dotychczasowym stanie prawnym w tym zakresie pisałem tutaj,
  • badanie przez sąd przedawnienia roszczenia z urzędu, a nie na zarzut podniesiony przez dłużnika!
  • bieg przedawnienia ma się rozpoczynać nie od dnia wymagalności roszczenia, lecz od chwili, w której wierzyciel dowiedział się o roszczeniu i o osobie zobowiązanej do zapłaty – kończyć zaś zawsze z końcem roku kalendarzowego,
  • zawezwanie do próby ugodowej nie będzie powodowało przerwania biegu przedawnienia, a jedynie jego zawieszenie na czas postępowania pojednawczego i wydłużenie o 6 miesięcy od dnia zakończenia tego postępowania,
  • przekazanie przez bank komornikowi zajętych na rachunku pieniędzy dłużnika zostanie opóźnione o 14 dni, dając dłużnikowi czas na wniesienie ewentualnego sprzeciwu.

Nowelizacja planowo ma wejść w życie jeszcze w pierwszej połowie 2017 r.

Co to oznacza w praktyce? Że nie ma na co czekać i trzeba jak najszybciej kierować wszelkie roszczenia do sądu, a uzyskane wyroki przekuwać w tytuły wykonawcze (wyroki z klauzulą wykonalności) i wnosić do komornika. Nawet jeżeli nie posiadasz informacji o majątku dłużnika lub ukrywa on swój majątek, ale jest choćby łut szansy na to, że majątek taki istnieje – rozważ koniecznie próbę egzekucji, bo a nuż okaże się ona skuteczna. Może skarga pauliańska pomoże? A niedługo możesz nie mieć już szansy spróbować.

Wraz z informacją o planowanych zmianach w prawie w internecie pojawiły się komentarze publicystów, m. in. na stronie Rzeczypospolitej (tu i tu). Odnosząc się do zalinkowanych artykułów, wyrażone poglądy świadczą moim zdaniem o oderwaniu od rzeczywistości obrotu prawnego i braku odpowiedniej wiedzy na temat istoty prawa, choć przedstawiona w nich wizja jest nader korzystna dla dłużników.

Nie jest tak, że dłużnicy nie korzystają z zarzutu przedawnienia – chyba że mówimy o tych spośród nich, którzy nie dochowują minimalnych wymagań i nie aktualizują informacji o swoim adresie zamieszkania, nie podejmują korespondencji i generalnie bierni są wobec dochodzonych przeciwko nim roszczeń. Z własnej winy. Pozostali bowiem podnoszą zarzut przedawnienia często i gęsto, nie bacząc czy ma on jakiekolwiek podstawy, z tzw. „ostrożności procesowej”. Zarzut nic nie kosztuje i wbrew opiniom mediów dłużnicy bardzo dobrze wiedzą o jego istnieniu, nawet jeżeli nie do końca rozumieją jak działa.

Stwierdzenie, że dłużnik nie może bronić się przed roszczeniem, bo nagle pojawia się komornik a dłużnik dowiaduje się o jakimś stary wyroku – również wprowadza w błąd. Bowiem dłużnik choćby minimalnie interesujący się swoimi sprawami zawsze ma okazję do obrony przed roszczeniem. Po pierwsze dłużnik taki wie, że ma długi (bo sam je zaciągnął!). Po drugie, może się im przeciwstawić na drodze postępowania sądowego, jak i egzekucyjnego. Stąd wprowadzanie kolejnych terminów „zawieszenia” w toku egzekucji jedynie opóźni zaspokojenie wierzyciela i zaangażuje organy wymiaru sprawiedliwości w dodatkową pracę.

Badanie przedawnienia przez sąd z urzędu oznacza powrót do stanu prawnego sprzed 1 października 1990 r., do czasów które szczęśliwie odeszły. Na studiach uczono mnie o zobowiązaniach naturalnych – o koncepcji, według której przedawnione roszczenie nie przestaje istnieć, a jedynie traci możliwość skorzystania z przymusu państwowego w postaci pomocy właściwych organów w odzyskaniu długu. Dług przedawniony nie może być skutecznie dochodzony w sądzie, bo dłużnik może podnieść zarzut przedawnienia. Ale samo roszczenie istnieje w dalszym ciągu i jeżeli dłużnik zechce dobrowolnie oddać, co otrzymał, lub nie podniesie ww. zarzutu – to wierzyciel odzyska, co mu się należy. Czy upływ czasu wpływa na fakt, że ktoś pożyczył od kogoś pieniądze, nie ważne czy 200 zł czy 200 000 zł, i ich nie oddał? Czy rzeczywiście okres przedawnienia powoduje, że pieniądze te nie należą się wierzycielowi, a dłużnik uzyskuje do nich prawo? Upływ czasu sprawia, że dłużnik je „zarobił”, zapracował na nie? A gdzie pacta sunt servanda i zwykła ludzka przyzwoitość?

W końcu – nie jest tak, że wierzyciel zwleka z wszczęciem egzekucji i dochodzeniem swojej wierzytelności, bo „zapomniał”, albo miał lepsze rzeczy do roboty. Wierzyciel dochodzi sprawy w sądzie, ponosząc koszty sądowe i koszty wynagrodzeń prawników, po to, by odzyskać swój majątek. I jeżeli nie wszczyna egzekucji to tylko dlatego, że dłużnik nie posiada majątku lub też skutecznie majątek ukrywa. Wówczas tylko długi okres przedawnienia prawomocnego wyroku chociaż minimalnie zabezpiecza interesy wierzyciela, dając mu nadzieję, że może za kilka lat sytuacja dłużnika się poprawi i będzie mógł spłacić dług lub też dłużnikowi „powinie się noga” i na jaw wyjdzie jakiś cenny składnik jego majątku. To też presja dla dłużnika, żeby spłacił długi i mógł normalnie, legalnie pracować i funkcjonować. Skrócenie terminu przedawnienia i sposobu jego badania zachęca dłużnika do tego, by „przeczekać” i doczekać wolności finansowej, mimo że co wziął, to wziął…

Wierzyciele, którzy nie zorientują się na czas w zmianie prawa, mogą nawet nie zauważyć, że ich pieniądze, również te wydane na sprawę w sądzie i pomoc prawnika, przestały istnieć.

Egzekucja długów w Polsce może i przypomina Dziki Zachód, ale jest to Dziki Zachód napadów na dyliżanse i mieścin, w których nie ma szeryfa, a władzę sprawują kowboje-rabusie. Smutny to Dziki Zachód, zły.

Pewnie nieraz słyszałeś o tym, że w sądzie trzeba mówić prawdę. Mogłeś też słyszeć o odpowiedzialności karnej za składanie fałszywych zeznań. A może sam zetknąłeś się z tematem, stając przed sądem w charakterze świadka lub strony postępowania? Nierzadko bycie takim świadkiem to bardzo niewygodna sprawa. Dlatego też z mówieniem prawdy w sądzie bywa różnie. Zostawmy jednak praktykę i zastanówmy się, jak – w świetle przepisów – być z tą prawdą w sądzie powinno? Żeby wiedzieć co, jak i dlaczego, oraz co grozi w razie niewywiązania się z tego szczególnego obowiązku.

Do napisania dzisiejszego wpisu zainspirował mnie jeden z pierwszych przepisów Kodeksu postępowania cywilnego, który stanowi:

Strony i uczestnicy postępowania obowiązani są dokonywać czynności procesowych zgodnie z dobrymi obyczajami, dawać wyjaśnienia co do okoliczności sprawy zgodnie z prawdą i bez zatajania czegokolwiek oraz przedstawiać dowody.

Powyższe odnosi się do stron i uczestników postępowania, a więc zarówno do głównych aktorów procesu sądowego, jak i postępowania nieprocesowego. Do powoda, pozwanego, czy wnioskodawcy. Obowiązek ten wzbudza zdziwienie, ponieważ większość osób kojarzy, że świadek musi zeznawać prawdę (a jak oglądamy w amerykańskich filmach nawet „prawdę, samą prawdę i tylko prawdę”), ale żeby dotyczył strony postępowania? Przecież wiadomo, że w sądzie chodzi o wygraną! A najprawdziwsza prawda nieraz może stronę od realizacji tego celu znacząco oddalić…

Zresztą rolą profesjonalnego pełnomocnika jest między innymi takie przedstawienie okoliczności sprawy, by wykazać rację klienta i przedstawić potwierdzające ją dowody. Chodzi wszak o stworzenie korzystnego obrazu reprezentowanej przez siebie strony sporu. I wszystko w porządku, na tym to wszak polega, ale nie może stać w oczywistej sprzeczności z faktami. Przynajmniej w teorii, bo w praktyce ustawodawca nie przewidział za tzw. „kłamstwo procesowe” żadnej bezpośredniej sankcji. Być może mając świadomość tego, że trudno od stron sporu oczekiwać, że będą same przedstawiać niekorzystne dla nich okoliczności.

Wyrażona więc w powyższym przepisie zasada prawdy materialnej pozostaje przede wszystkim pewnym nakazem moralnym czy etycznym, pozbawionym realnej sankcji za jej naruszenie.

Czym jednak – choćby pośrednio – może grozić kłamstwo procesowe?

Sąd może nałożyć na stronę obowiązek zwrotu kosztów wywołanych jej niewłaściwym postępowaniem, a więc spowodowanych np. uchyleniem się od złożenia wyjaśnień lub złożeniem wyjaśnień niezgodnych z prawdą.

Sąd może również skazać na karę grzywny stronę, która uzyskała prawo do pomocy prawnej z urzędu (udzielonej przez radcę prawnego lub adwokata) – w sytuacji, gdy okoliczności, na podstawie których prawo to zostało jej przyznane, okazały się nieprawdziwe (o czym strona wiedziała). W takim przypadku oprócz grzywny strona zobowiązana jest również zapłacić wynagrodzenie profesjonalnego pełnomocnika.

Kara grzywny może zostać orzeczona także wtedy, gdy strona postępowania w złej wierze lub lekkomyślnie zarzuca przeciwnikowi, że przedstawiony przez niego dokument został sfałszowany.

Powyższe przykłady to sytuacje, w których naruszenie zasady prawdy materialnej przynajmniej pośrednio skutkuje ukaraniem strony dopuszczającej się zatajenia lub zniekształcenia prawdy. W tym miejscu warto jednak wspomnieć, że procedura cywilna dopuszcza również bezpośrednie sankcje w postaci zagrożenia odpowiedzialnością karną za składanie fałszywych zeznań – jedynak tylko w przypadku przeprowadzenia przez sąd dowodu z przesłuchania stron, po uprzednim odebraniu od strony przyrzeczenia.

Inaczej jest z zeznaniami świadków i ich odpowiedzialnością – ponieważ w przypadku składania zeznań przez świadka w postępowaniu cywilnym jest on od samego początku (nawet bez odebrania od niego przyrzeczenia) zobowiązany do mówienia prawdy, pod rygorem odpowiedzialności karnej.

Uznaje się bowiem, że zeznania świadków mają większe znaczenie (i są bardziej wiarygodne) dla sprawy niż wyjaśnienia stron, a zarazem od świadków można więcej wymagać, bo sprawa nie dotyczy ich bezpośrednio. Stąd obwarowany sankcją obowiązek mówienia prawdy 😉

Pozdrawiam Cię serdecznie!

Tydzień temu opisywałem na blogu instytucję prawa chroniącą interesy wierzyciela, jaką jest zabezpieczenie roszczeń dochodzonych przed sądem w postępowaniu cywilnym. Dzisiaj chciałem wrócić do tematu, koncentrując się na jednym jego aspekcie – niezwykle istotnym, choć zazwyczaj niedostrzeganym. Mówię o doręczaniu postanowień o udzieleniu zabezpieczenia.

Celem naczelnym postępowania zabezpieczającego i wniosku o udzielenie zabezpieczenia jest zagwarantowanie wierzycielowi, że mimo długotrwałego postępowania sądowego, po wygraniu sprawy będzie on mógł skutecznie wyegzekwować swoje roszczenie od dłużnika. Chodzi więc o zablokowanie dłużnikowi możliwości dysponowania majątkiem. Dzięki temu żaden Przedsiębiorczy Dłużnik nie sprawi, że wyrok będzie tylko ładną laurką do powieszenia na ścianie, jako dowód na to, że miałeś rację.

Aby skutecznie zabezpieczyć roszczenie niezbędne jest jednak nie tylko uzyskanie sądowego postanowienia o zabezpieczeniu. Równie ważne jest bowiem skuteczne przejście od podstawy prawnej do czynów w postaci wykonania zabezpieczenia przez komornika sądowego.

Pomiędzy tymi dwoma momentami istnieje stan niepewności. Postanowienie jest już wydane, ale czeka jeszcze na nadanie klauzuli wykonalności (lub opatrzenie wzmianką o wykonalności) i doręczenie uprawnionemu. Dopiero wówczas może on zanieść postanowienie do komornika i złożyć wniosek o wykonanie orzeczonego przez sąd zabezpieczenia.

Właśnie – w postępowaniu zabezpieczającym nie mówimy o powodzie i pozwanym, lecz o uprawnionym i obowiązanym. Warto przyswoić tę terminologię.

Komu sąd doręcza postanowienie o zabezpieczeniu? Odmiennie niż zazwyczaj (regułą jest bowiem doręczanie dokumentów obu stronom sporu) w postępowaniu zabezpieczającym – co do zasady – sąd doręcza postanowienie w zakresie zabezpieczenia wyłącznie uprawnionemu (powodowi). Wyobraź sobie bowiem sytuację, w której obowiązany (dłużnik) dowiaduje się o wydanym przez sąd zabezpieczeniu na jego ruchomościach, zanim ruchomości te zostaną fizycznie zajęte przez komornika. Wyobraź sobie dalej, że kilka dni później do miejsca zamieszkania lub siedziby Przedsiębiorczego Dłużnika dociera komornik, widzisz to? A za drzwiami, czy widzisz jakiś wartościowy majątek? No właśnie.

Obowiązany nie może dowiedzieć się o zabezpieczeniu wcześniej, niż stanie się ono prawnie skuteczne. Powinien uzyskać o nim wiedzę wtedy, gdy będzie już „za późno”, by móc je udaremnić. Dlatego przepisy Kodeksu postępowania cywilnego stanowią, że sąd doręcza postanowienie o zabezpieczeniu podlegające wykonaniu przez organ egzekucyjny (zazwyczaj będzie nim komornik sadowy) tylko uprawnionemu. Od tego są wyjątki, dotyczące głównie zabezpieczenia na nieruchomości (i przy wielu roszczeniach niepieniężnych), ponieważ uznaje się, że trudniej ukryć majątek nieruchomy od ruchomego. Ale wszelkie zabezpieczenia polegające na zajęciu wynagrodzenia za pracę, ruchomości, czy wierzytelności z rachunku bankowegosąd doręcza wyłącznie uprawnionemu. Obowiązany otrzymuje zaś odpis postanowienia od komornika, i wówczas ma prawo do złożenia zażalenia na zabezpieczenie, jeżeli się z nim nie zgadza.

Przepisy przepisami, a pomyłki jednak się zdarzają. W sprawie jednego z moich Klientów sąd po udzieleniu zabezpieczenia zarządził doręczenie postanowienia zarówno uprawnionemu, jak i obowiązanemu. O dotkliwych dla Klienta skutkach, jakie mogłoby mieć przedwczesne poinformowanie dłużnika o ustanowionym zabezpieczeniu, już wiesz. Sęk w tym, że zarządzenie o doręczeniu nie podlega zaskarżeniu w żadnym trybie (nie przysługuje od niego zażalenie, apelacja ani inny środek odwoławczy), a co więcej, strony postępowania nie są nawet informowane o wydaniu i treści takiego zarządzenia. Gdyby nie regularne telefony do sądu i korzystanie z nowoczesnych rozwiązań dla profesjonalnych pełnomocników (takich jak internetowy portal informacyjny sądów) – o błędnym doręczeniu dowiedziałbym się już po fakcie. A sama wiedza to nie wszystko. Znając treść zarządzenia mogłem natychmiast zareagować, faksując do sądu stosowne pismo, wskazujące na błędne doręczenie – ale ostatecznie to dobra wola i otwartość sądu sprawiły, że zmienił swoją decyzję, naprawiając błąd zanim wywołał on jakiekolwiek negatywne skutki.

Powyższe doświadczenie uczy, że czujnym trzeba być na każdym etapie sprawy, nawet tam, gdzie przepisy definiują ścieżkę postępowania i wydaje się, że nic nie może Cię zaskoczyć. Bo nikt nie zadba o Twoją sprawę lepiej niż Ty sam. No, chyba że Twój radca prawny lub adwokat 😉

Pomyślnego tygodnia życzę i pozdrawiam!

W codziennym wykonywaniu zawodu, jak i na łamach tego bloga, jak mantrę powtarzam, że samo wygranie procesu sądowego to nie wszystko, że nie jest to nawet połowa sukcesu! Tak naprawdę liczy się bowiem skuteczna egzekucja, a więc to, czy koniec końców ujrzysz na swoim rachunku bankowym dawno niewidziane, należne Ci od dłużnika pieniądze. I choć bez wygranej w sądzie nie będziesz miał wyroku, by zanieść go do komornika, to jednak właśnie możliwość skutecznej egzekucji powinna być wyznacznikiem tego, czy warto w ogóle dotykać tematu i próbować sporu na sali sądowej. Wiem też, że nie każdy Klient jest tego świadomy. Dlatego zdarza mi się odradzać wnoszenia pozwu do sądu, gdy weryfikacja sytuacji majątkowej i zachowania dłużnika świadczy o tym, że niemal na pewno nie będzie z czego odzyskać pieniędzy wierzyciela.

Ale temat jest bardziej złożony, bo choć dłużnik może mieć majątek w chwili sporządzenia pozwu, to nikt nie może zagwarantować, że jego przedsiębiorcze działanie lub też najzwyklejszy niefart jaki po prostu się zdarza – całkowicie nie zmienią sytuacji. Bo procesy sądowe mają to do siebie, że trwają. Często wiele miesięcy a nawet kilka lat. A w tym czasie… wszystko może się zdarzyć.

I tutaj pojawia się bohater dzisiejszego wpisu, spokój dla wierzycieli i potężny oręż dla ich pełnomocników – zabezpieczenie roszczeń w sporze sądowym.

Instrument prawa, jakim jest zabezpieczenie, pozwala na uzyskanie zabezpieczenia na majątku pozwanego już na etapie trwającego sporu sądowego. Można więc dzięki temu zapewnić sobie, że w razie wygranej sprawy w sądzie, majątek pozwanego będzie nadal istniał i tylko czekał, aż się z niego zaspokoisz 😉 Odpada więc niebezpieczeństwo, że cała para związana z prowadzeniem postępowania sądowego pójdzie w gwizdek. To poważny atut dla wierzyciela i argument za kontynuowaniem sporu.

Udzielenia zabezpieczenia można żądać w każdej sprawie cywilnej rozpoznawanej przez sąd, i warto z tego korzystać, kierując wniosek do sądu razem z powództwem – w treści jednego pisma, jakim jest pozew. Dzięki temu unikniesz dodatkowej opłaty sądowej, którą musiałbyś zapłacić, składając wniosek o udzielenie zabezpieczenia osobno, jeszcze przed wszczęciem sprawy. Jeżeli więc możesz mieć na szybko gotowy nie tylko wniosek, ale od razu pozew – rekomenduję to drugie rozwiązanie.

Zawarcie wniosku o zabezpieczenie w treści pozwu ma również tę zaletę, że nie musisz się powtarzać. Bo zarówno wniosek, jak i pozew muszą zawierać opis przedmiotu sprawy (przytaczać okoliczności faktyczne), spełniać wymagania przewidziane dla każdego pisma procesowego, oraz uprawdopodobnić (wniosek) lub wręcz udowodnić (pozew) Twoje roszczenie. Powyższe elementy musisz jedynie uzupełnić o uzasadnienie interesu prawnego, a więc przekonać sąd, że przysługuje Ci interes prawny w uzyskaniu zabezpieczenia.

Przepisy polskiej procedury cywilnej stanowią, że przez interes prawny w powyższym znaczeniu należy rozumieć taką sytuację, w której brak udzielenia zabezpieczenia poważnie utrudni lub wręcz uniemożliwi późniejszą realizację wyroku sądu. Innymi słowy, musisz przekonać sąd orzekający o zabezpieczeniu, że tylko z zabezpieczeniem uda się odzyskać Twoje pieniądze (lub zrealizować roszczenie niepieniężne). Jak to zrobić? Nie jest to łatwe, bo sądy niechętnie ingerują w prawa i obowiązki dłużnika jeszcze przed rozpatrzeniem sprawy i wydaniem orzeczenia. Dlatego warto poradzić się doświadczonego radcy prawnego lub adwokata, który wie, na co zwrócić uwagę sądu. W każdym razie powinieneś wykazać, dlaczego istnieje wysokie ryzyko, że pozwany po zakończeniu sprawy sądowej nie będzie miał majątku lub też będzie on o tyle mniejszy, że nie wystarczy już na zaspokojenie Twojej wierzytelności. Przeprowadź analizę finansową i gospodarczą pozwanego, przedstaw jego działania i zaniechania związane z majątkiem, i odnieś powyższe do okoliczności Twojej sprawy.

We wniosku o udzielenie zabezpieczenia musisz dodatkowo wskazać sposób zabezpieczenia i obliczyć wysokość sumy zabezpieczenia. Co do sposobów zabezpieczenia to w większości przypadków odpowiadają one typowym sposobom egzekucji (np. zabezpieczenie poprzez zajęcie rachunku bankowego), trudniej jest z obliczaniem sumy zabezpieczenia, bo warto oszacować i uwzględnić w niej także należności uboczne, jak odsetki czy koszty postępowania.

Sąd rozpoznaje wniosek niezwłocznie, najpóźniej w terminie jednego tygodnia od złożenia go do sądu. Jest to termin instrukcyjny (a więc jego nieznaczne przekroczenie nie powoduje żadnych konsekwencji), ale z mojego doświadczenia sądy naprawdę starają się go przestrzegać.

Największą pułapką jest przepis, zgodnie z którym sąd rozpoznaje wniosek o zabezpieczenie w jego granicach i na podstawie materiału zebranego w sprawie. To oznacza, że wszelkie niejasności, braki i błędy, jakie znajdą się w uzasadnieniu wniosku oraz dołączonych do niego dokumentach – posłużą za podstawę do oddalenia Twojego wniosku. Warto więc się przyłożyć.

A co po uzyskaniu zabezpieczenia? Jeżeli Ci się uda, i sąd pozytywnie rozstrzygnie Twój wniosek – będziesz musiał udać się do komornika sądowego. Bo w większości przypadków to właśnie komornik (i tylko on) może wykonać postanowienie o zabezpieczeniu. Oczywiście zaopatrzone w odpowiednią klauzulę wykonalności

Cóż, pozostaje mi życzyć Ci sukcesów na drodze sądowej i egzekucyjnej! Zaś temat zabezpieczenia zagości na blogu pewnie jeszcze nie raz. Do zobaczenia!

Swego czasu opisywałem na blogu prawo do żądania odszkodowania od linii lotniczych, koncentrując się na tym, kiedy i za co się ono należy. Zapowiedziałem wtedy, że w przyszłości do tematu powrócę i przedstawię, jak dochodzić swoich roszczeń od przewoźnika lotniczego. Przejdźmy zatem do rzeczy.

Pierwsza wątpliwość pojawia się już na samym początku i dotyczy wyboru właściwej ścieżki dochodzenia swoich roszczeń. W orzecznictwie polskich sądów wykształciły się trzy różne koncepcje, według których żądanie odszkodowania od linii lotniczych może rozpatrywać wyłącznie właściwy organ administracji, wyłącznie sąd powszechny, bądź że sprawę rozstrzygnąć może dowolnie – albo organ administracji albo sąd. Zgodnie z uchwałą Sądu Najwyższego z dnia 7 lutego 2014 r. (sygn. akt III CZP 113/13) prawidłową wykładnię przepisów stanowi ostatnia z powyższych koncepcji. Sąd stwierdził bowiem, że pomiędzy tymi różnymi drogami postępowania (przed organem/przed sądem) zachodzi przemienność, a więc pasażer może wybrać, z której z tych dróg chce skorzystać.

Postępowanie przed sądem zakłada, że nie musisz nawet kierować do przewoźnika reklamacji, lecz możesz bezpośrednio skierować sprawę do sądu, wnosząc pozew o zapłatę zryczałtowanego odszkodowania tytułem – przykładowo – znacznego opóźnienia lotu. Z postępowaniem tym wiąże się jednak konieczność poniesienia pewnych kosztów, a prawidłowe sporządzenie pozwu wcale nie jest takie proste.

Dlatego lepszą opcją, choć często bardziej rozciągniętą w czasie, jest skierowanie sprawy na drogę postępowania administracyjnego. Nie wiąże się ono z dodatkowymi kosztami, a sformułowanie roszczenia nie jest aż tak skomplikowane.

Procedura w tym przypadku może być kilkuetapowa:

  1. skierowanie reklamacji do linii lotniczych,
  2. złożenie do organu administracji skargi na naruszenie przez przewoźnika lotniczego postanowień rozporządzenia nr 261/2004,
  3. złożenie wniosku o ponowne rozpatrzenie sprawy,
  4. skierowanie sprawy do egzekucji prowadzonej przez komornika sądowego.

Zauważ, co napisałem powyżej. Twoja droga do uzyskania należnego Ci odszkodowania może być taka długa, lecz wcale nie musi. Zdarza się bowiem, że dobrze napisana reklamacja do linii lotniczych spotyka się z akceptacją ze strony przewoźnika i wypłatą odszkodowania na drodze polubownej, bez angażowania administracji i konieczności powoływania się na przymus państwowy. Tak było chociażby w jednej z prowadzonych przeze mnie niedawno spraw.

Sporządzając reklamację warto sprawdzić, czy dane linie lotnicze posiadają jakiś regulamin rozpatrywania reklamacji, a jeżeli tak – to zastosować się do jego postanowień.

W przypadku, gdy linie lotnicze odpowiedziały odmownie na Twoją reklamację lub w ogóle nie udzieliły odpowiedzi i nie wiadomo kiedy, ani czy w ogóle się jej spodziewać – możesz przejść do kroku numer 2. A więc po upływie – co do zasady – 30 dni od dnia złożenia reklamacji, możesz złożyć skargę na naruszenie postanowień rozporządzenia, kierując ją do Prezesa Urzędu Lotnictwa Cywilnego. Pisząc o terminie zaznaczyłem, że jest to termin typowy, ale rozstrzygające znaczenie mają postanowienia umowy przewozu lub regulaminu przewozu uchwalonego przez linie lotnicze. Tam więc musisz szukać informacji o właściwym terminie oczekiwania na odpowiedź przewoźnika.

Skargę wnosi się na stosownym formularzu (dostępnym tutaj), koniecznie dołączając do niej kopię reklamacji (wraz z ewentualną odpowiedzią przewoźnika) i potwierdzonej rezerwacji na lot.

Rozpoznaniem skargi zajmuje się wyspecjalizowana komórka organizacyjna Urzędu Lotnictwa Cywilnego – Komisja Ochrony Praw Pasażerów. Stosuje ona procedurę administracyjną, kończąc postępowanie wydaniem decyzji. Warto wiedzieć, że w toku sprawy to przewoźnik lotniczy musi udowodnić, że nie naruszył praw pasażerów, a nie odwrotnie. Stanowi to duże ułatwienie dla słabszej strony umowy przewozu, którą jest przecież pasażer.

W decyzji organ stwierdza, czy doszło do naruszenia prawa przez linie lotnicze, a jeżeli tak, to nakłada na nie karę pieniężną (płatną na rzecz Skarbu Państwa) oraz nakazuje wypłacić pasażerowi w określonym terminie stosowne odszkodowanie. Decyzja Prezesa Urzędu Lotnictwa Cywilnego stanowi tytuł egzekucyjny, który uprawnia do prowadzenia przez komornika sądowego egzekucji wobec opornego przewoźnika. Tak na wszelki wypadek, gdyby linie nie chciały płacić 😉

Gdyby decyzja organu była dla Ciebie niekorzystna – możesz złożyć wniosek o ponowne rozpatrzenie sprawy, wykazując w nim, dlaczego Twoim zdaniem wydana decyzja jest nieprawidłowa i powinna zostać zmieniona.

Gdy piszę ten wpis październik przechodzi w listopad. Wieczory stają się coraz dłuższe i zimniejsze, dni deszczowe… Co sprawia, że zapewne coraz częściej wielu z nas marzyć będzie o ciepłych krajach, palmach i bezkresie pogodnego nieba. Niektórzy marzenia te zrealizują, wybierając się w podróż – oczywiście na pokładzie samolotu. I choć życzę Ci wyłącznie komfortowej i punktualnej podróży, to oboje wiemy, że bywa z tym różnie 😉 Jeżeli więc – tfu, tfu! – nie wszystko będzie jak trzeba, to pamiętaj o tym wpisie i nie odpuszczaj. W interesie wszystkich podróżujących, jak i własnym.

Samych słonecznych dni życzę i pozdrawiam!

Jeden z Czytelników bloga zapytał mnie ostatnio w korespondencji mailowej m.in. o instytucję skargi pauliańskiej. Jest ona dość znana również wśród osób nie będących prawnikami, i kojarzona jako coś takiego, co ma pomóc wierzycielowi w dochodzeniu jego wierzytelności od nieuczciwego dłużnika. Dłużnika, który swój majątek ukrywa, roztrwania lub przenosi, czyniąc tym egzekucję bezskuteczną. Nie każdy jednak wie, do czego dokładnie służy skarga pauliańska, ani jakie warunki muszą zostać spełnione, by można było skorzystać z jej dobrodziejstw. A warunków tych jest całkiem sporo i umiejętne posłużenie się powództwem z actio Pauliana nie jest wcale takie proste.

Skarga pauliańska wywodzi się jeszcze z czasów prawa rzymskiego i już na dobre zadomowiła się w polskim porządku prawnym. Pozwala wierzycielowi zażądać przed sądem uznania czynności prawnej dłużnika za bezskuteczną wobec wierzyciela. Jej celem jest umożliwienie wierzycielowi zaspokojenia się z konkretnego składnika majątku dłużnika, pomimo że opuścił on ten majątek, zmieniając właściciela. Działa więc w sytuacji, gdy dłużnik dysponował jakimś majątkiem, ale w celu pozbawienia wierzyciela możliwości skutecznej egzekucji wyzbył się tego majątku na rzecz osoby trzeciej. Skarga nie pomoże w przypadku utraty majątku (jego roztrwonienia) ani ukrycia go przed komornikiem. Może natomiast przydać się w walce z dłużnikiem, który po wydaniu wyroku lub później, już po wszczęciu egzekucji – odkrył w sobie nagle Dłużnika Filantropa rozdającego majątek na prawo i lewo, lub Przedsiębiorczego Dłużnika który wnosi majątek do różnych spółek (zwłaszcza zagranicznych, założonych w rajach podatkowych) lub zawiera umowy przewłaszczenia na zabezpieczenie fikcyjnych długów. Sposobów na ukrycie i wyprowadzenie majątku jest wiele, niestety więcej niż skutecznych metod egzekucji. Jednak do tych ostatnich może należeć skarga pauliańska.

Aby skorzystać ze skargi pauliańskiej muszą łącznie zachodzić następujące warunki:

  1. dłużnik rozdysponował swoim majątkiem poprzez czynność prawną z osobą trzecią,
  2. dokonał tego z pokrzywdzeniem wierzycieli i ze świadomością ich pokrzywdzenia,
  3. osoba trzecia uzyskała w ten sposób korzyść majątkową, przy czym osoba ta działała w złej wierze.

Jak widzisz, skarga pauliańska dotyczy wyłącznie przejścia majątku dłużnika na inne osoby w drodze czynności prawnej, a więc zawartej pomiędzy dłużnikiem a osobą trzecią umowy. Na ogół będzie to umowa darowizny lub sprzedaży, ale zdarzają się też znacznie bardziej wymyślne konstrukcje ucieczki z majątkiem.

Ponadto dłużnik musi działać z pokrzywdzeniem wierzycieli i być tego świadomy. Co prawo rozumie przez pokrzywdzenie wierzycieli? Stan, w którym dłużnik na skutek dokonanej czynności prawnej z osobą trzecią stał się niewypłacalny lub przynajmniej niewypłacalny w wyższym stopniu, niż był przed jej dokonaniem. Teraz możesz zadać kolejne pytanie – kiedy dłużnik jest niewypłacalny? Orzecznictwo sądowe dość szeroko interpretuje niewypłacalność dłużnika w rozumieniu przepisów o skardze pauliańskiej. Niewypłacalność bowiem to taki stan majątku dłużnika, w którym egzekucja komornicza nie może zaspokoić wierzyciela lub nie może go zaspokoić w całości, czy też zaspokojenie wierzyciela jest po prostu utrudnione lub opóźnione. Przesłankę niewypłacalności dłużnika wierzyciel może wykazać dowolnymi dowodami. Przede wszystkim dla jej stwierdzenia nie jest konieczne wcześniejsze przeprowadzenie postępowania egzekucyjnego zakończonego umorzeniem (jak głosi obiegowa opinia), ani ogłoszenie upadłości dłużnika. Oczywiście, postanowienie o ogłoszeniu upadłości czy o umorzeniu egzekucji jako bezskutecznej będzie dużym ułatwieniem dla wierzyciela. Ale nie jest absolutnie niezbędne.

A co ze świadomością dłużnika, że działał z pokrzywdzeniem wierzycieli? Trzeba o niej pamiętać, bo nie wystarczy sam obiektywny fakt pokrzywdzenia. Potrzebne jest również wykazanie, że dłużnik obejmował to swoją świadomością. Prawo dla ułatwienia wierzycielowi dochodzenia jego praw ustanawia w tym zakresie pewne domniemanie – jeżeli dłużnik w chwili darowizny był już niewypłacalny lub stał się niewypłacalny na jej skutek, to przyjmuje się, że działał ze świadomością pokrzywdzenia wierzycieli. Domniemanie działa na takiej zasadzie, że zamiast wierzyciela to dłużnik musi udowodnić, że było inaczej niż wynika z domniemania. Ułatwia więc dowodzenie swoich racji w sądzie. Jak widzisz, powyższe domniemanie dotyczy jednak tylko konkretnej czynności prawnej, jaką jest darowizna.

Została nam jeszcze osoba trzecia, działająca w złej wierze, a więc taka, która wiedziała że dłużnik dokonuje z nią czynności prawnej mając świadomość działania z pokrzywdzeniem wierzycieli, lub też taka, która mogła się o tym dowiedzieć, gdyby dołożyła należytej staranności. Zauważ, że nie wystarczy żeby osoba trzecia wiedziała, że dłużnik ma jakichś wierzycieli. Musi ona wiedzieć znacznie więcej, a mianowicie że dłużnik ma wierzycieli i dokonuje z nią czynności wiedząc, że na jej skutek powiększy swoją niewypłacalność. Temat dołożenia należytej staranności i w ogóle skutków dla osoby trzeciej, jakie wynikają z czynności prawnej z dłużnikiem, to wątek na osobny wpis. Już teraz jednak sygnalizuję, że dokonując jakichkolwiek czynności prawnych warto się trochę zainteresować kontrahentem, by ktoś, kiedyś, w jakiejś sprawie – nie zarzucił Ci, że zawarłeś umowę z dłużnikiem działającym na niekorzyść wierzycieli. Bo skutki skargi pauliańskiej są dotkliwe także dla osoby trzeciej, nie tylko dla dłużnika.

W zakresie działania przez osobę trzecią w złej wierze prawo również przewiduje pewne domniemanie. Otóż, jeżeli osoba trzecia jest osobą pozostającą w bliskim stosunku z dłużnikiem lub stałym kontrahentem dłużnika, to prawo domniemywa, że osoba ta/kontrahent wiedziała o tym, że dłużnik działał z pokrzywdzeniem wierzycieli i miał tego świadomość. Co więcej, jeżeli osoba trzecia uzyskała korzyść majątkową w drodze nieodpłatnej czynności prawnej (np. umowy darowizny) to wymóg działania przez osobę trzecią w złej wierze w ogóle odpada. Przy darowiźnie nie trzeba wykazywać złej wiary, bo prawo słabiej chroni to, co było „za darmo”.

Jak więc widzisz, darowizna dłużnika dokonana na rzecz osoby dla niego bliskiej, mimo że jest najpopularniejszą formą uciekania z majątkiem jest też formą najłatwiejszą do skutecznego zakwestionowania przez wierzyciela. Bo wspomagają go w tym różne domniemania.

Podsumowując, skarga pauliańska może być skutecznym sposobem na walkę z nieuczciwym dłużnikiem, jednak w praktyce spełnienie wszystkich drobiazgowych przesłanek, o których pisałem, bywa kłopotliwe. A muszą być one spełnione łącznie, co w wielu sprawach niestety nie ma miejsca. Przy czym dochodzenie zarzutu ze skargi przed sądem też nie jest łatwe, i naprawdę przydaje się tu wiedza i doświadczenie profesjonalnego pełnomocnika – radcy prawnego lub adwokata.

A przedawnienie? Tak, ma zastosowanie i tutaj. Skargę pauliańską możesz skutecznie stosować w okresie 5 lat od daty dokonania czynności prawnej dłużnika z osobą trzecią. To oznacza, że jak zwykle, wiedza o majątku i poczynaniach dłużnika, oraz szybkość dochodzenia wierzytelności – mają kluczowe znaczenie.

Udanego tygodnia Ci życzę 🙂

Od 26 sierpnia 2016 r. obowiązują nowe wzory niektórych formularzy w postępowaniu cywilnym, między innymi formularza pozwu i pozwu wzajemnego. Ma to podstawowe znaczenie przede wszystkim dla zawodowych pełnomocników stron – radców prawnych i adwokatów – którzy powinni trzymać rękę na pulsie i być na bieżąco ze zmianami prawa. Ja jednak nie piszę dla prawników, lecz prowadzę bloga dla Ciebie. I dlatego dziś chciałbym jedynie krótko wskazać na zmiany, jakie zaszły w formularzach pism procesowych, a szerzej napisać o tym, kiedy takie formularze w ogóle się stosuje i gdzie można je znaleźć. Co pozwoli Ci nie popełnić poważnego błędu już na samym początku kierowania sprawy do sądu.

Przechodząc do rzeczy – Kodeks postępowania cywilnego przewiduje pewne sytuacje, w których pismo procesowe kierowane do sądu w sprawie cywilnej (np. o zapłatę) musi zostać sporządzone na formularzu, którego wzór określa rozporządzenie Ministra Sprawiedliwości. Przeoczenie tego obowiązku z pewnością spowoduje wydłużenie czasu trwania procesu, co nigdy nie jest korzystne dla wierzyciela. W skrajnej zaś sytuacji, gdy nie zareagujesz prawidłowo na wezwanie sądu i nie sporządzisz prawidłowego pisma (na formularzu) Twoja sprawa może w ogóle zostać odrzucona. Dlatego też warto wiedzieć, kiedy formularz będzie Ci potrzebny.

Formularze w sprawach cywilnych stosuje się w postępowaniu uproszczonym. Z postępowaniem tym mamy do czynienia przed sądami rejonowymi, najczęściej w sprawach o zapłatę, gdy roszczenie wynika z umowy zawartej z dłużnikiem a jego wysokość nie przekracza kwoty 10 tys. zł. Przykładowo można wskazać na umowę sprzedaży i brak zapłaty za towar lub usługę. Postępowanie uproszczone stosuje się również do dochodzenia przed sądem zapłaty czynszu najmu lokalu mieszkalnego – w tym przypadku nie ma ograniczenia kwotowego i postępowanie znajdzie zastosowanie w każdej sprawie o zapłatę czynszu toczącej się przed sądem rejonowym. Celem postępowania uproszczonego jest odformalizowanie i przyspieszenie procesu w sprawach, które uznaje się za mniej skomplikowane.

W przypadku postępowania uproszczonego jesgo stosowanie jest obligatoryjne i jeżeli dochodzisz roszczenia opisanego powyżej, to sąd zawsze będzie musiał rozpoznać sprawę w postępowaniu uproszczonym. To oznacza zaś, że niektóre pisma procesowe będą musiały być sporządzone na urzędowych formularzach.

Wśród takich pism wyróżnić można m.in. pozew, odpowiedź na pozew, pozew wzajemny, czy pismo zawierające wnioski dowodowe. Ostatnia zmiana wzorów formularzy dotyczy przede wszystkim formularzy pozwu i pozwu wzajemnego. Zostały one uzupełnione o nowe rodzaje odsetek, jakich można żądać po stosunkowo niedawnej zmianie przepisów prawa cywilnego, jak również o pole dotyczące podjętych prób mediacji. Przeredagowano także pouczenia, dzięki czemu stały się bardziej zrozumiałe. W gruncie rzeczy zmiana miała jednak na celu dostosowanie formularzy do zmiany przepisów o postępowaniu. Nie było żadnej rewolucji, a jedynie dostosowanie wzorów do obowiązującego prawa.

Powinieneś wiedzieć, że obecnie obowiązujące przepisy wymagają, aby przed skierowaniem sprawy do sądu powód podjął próbę polubownego rozwiązania sporu z pozwanym. W świetle nowych przepisów sprawa powinna trafić do sądu dopiero wtedy, gdy nie ma możliwości dogadania się przez skłócone strony. Skuteczność i rola mediacji to szeroki temat, wykraczający poza dzisiejszy wpis, ale warto powiedzieć już teraz, że taka zmiana prawa może pozwolić uniknąć sytuacji, gdy wierzyciel bez wezwania dłużnika do zapłaty kieruje sprawę do sądu. A to już sporo, bo czasami zdarzają się przypadki, gdy dłużnik jest gotowy do zapłaty, ale z różnych powodów tego nie robi. I czasem wystarczyłoby przypomnienie mu o długu, poparte stosownym uzasadnieniem prawnym i uświadomieniem dłużnikowi możliwości dochodzenia roszczenia przed sądem.

Na marginesie, po tym poznasz dobrego prawnika (dbającego o Twój interes, a nie wyłącznie o swój zysk), że przed wniesieniem pozwu do sądu upewni się, że nie ma możliwości na dobrowolną zapłatę przez dłużnika. Bo sprawa w sądzie oznacza koszty i znacznie wyższe honorarium pełnomocnika. A fajnie ich uniknąć, gdy jest to możliwe.

W porządku, wiesz już kiedy stosuje się urzędowe formularze i co się w nich ostatnio zmieniło. Pozostaje tylko odpowiedzieć na pytanie – gdzie znajdziesz odpowiedni formularz? Aktualne wzory pism procesowych znajdziesz na stronie Ministerstwa Sprawiedliwości (dokładnie tutaj), w budynkach sądów, oraz w treści obowiązującego rozporządzenia Ministra Sprawiedliwości („w sprawie określenia wzorów i sposobu udostępniania urzędowych formularzy pism procesowych w postępowaniu cywilnym”).

Osobiście polecam Ci korzystanie ze strony Ministerstwa, bo tam najłatwiej i najszybciej uzyskać aktualne wzory.

Mam nadzieję, że po lekturze dzisiejszego wpisu będziesz kojarzył, że czasem dochodząc swoich praw w postępowaniu cywilnym musisz skorzystać z odpowiedniego formularza. I będziesz umiał go znaleźć.

Pozdrawiam Cię serdecznie!

PS A dla okraszenia wpisu strawą dla oka, poniżej najciekawsze fragmenty nowego formularza pozwu 😉

mediacja_formularz

odsetki_formularz

Przyznam Ci się, że jestem nieco podekscytowany. Nie tylko niedawnym uzyskaniem dla dwójki moich Klientów odszkodowania (łącznie 1200 euro) od dużego przewoźnika lotniczego za znaczne opóźnienie ich samolotu, lecz również samym poniższym wpisem. I nie dlatego, że jest jakiś szczególny. Tylko z powodu jego tematyki – jest to pierwszy wpis na blogu poświęcony dochodzeniu wierzytelności, a nie etapowi późniejszemu, jakim jest postępowanie egzekucyjne. W paru miejscach tego bloga wspominałem, że zamierzam pisać nie tylko o egzekucji, lecz także szeroko, o dochodzeniu wierzytelności jako takich. Do tej pory była to jedynie zapowiedź, która dziś stała się faktem.

O czym chciałem Ci dziś napisać? O Twoich prawach, jako pasażera linii lotniczych. Konkretnie, o prawie do odszkodowania. I o równie konkretnych pieniądzach, jakie mogą Ci się należeć od przewoźnika lotniczego w sytuacji naruszającej prawa pasażerów.

Prawa pasażerów regulują przepisy Unii Europejskiej, które znajdują bezpośrednie zastosowanie w każdym państwie członkowskim, również w Polsce. Pierwsze rozporządzenie, z 1991 r., wyznaczyło właściwy kierunek i pozwoliło organom Unii na obserwowanie problemu naruszania praw pasażerów w praktyce. Obecnie obowiązujące przepisy, pochodzące z 2004 r., stanowią rozwinięcie pierwszego aktu prawnego i w szerokim stopniu zapewniają właściwą ochronę dla każdego pasażera. I choć obowiązują od samego początku naszej obecności w Unii, to wciąż wielu podróżujących w ogóle nie zdaje sobie sprawy, że przysługują im jakieś prawa. A jeżeli nawet coś o tym słyszało, to najczęściej nie wie, w jaki sposób dochodzić swoich roszczeń.

Dlatego też zależy mi, żebyś przeczytał ten wpis.

Akt, o którym piszę, to rozporządzenie (WE) nr 261/2004 Parlamentu Europejskiego i Rady ustanawiające wspólne zasady odszkodowania i pomocy dla pasażerów (…).

Powinieneś wiedzieć, że przepisy te przyznają pasażerom określone prawa w przypadku, gdy:

  • odmówiono im przyjęcia na pokład,
  • odwołano ich lot,
  • lot odbył się z dużym opóźnieniem.

Każda z ww. sytuacji samodzielnie powoduje powstanie po stronie pasażera określonych praw, w tym prawa do odszkodowania. I właśnie tym ostatnim prawem chciałbym się dziś zająć.

Wyobraź sobie, że przyjeżdżasz na lotnisko, zgłaszasz się do odprawy i czekasz na wejście na pokład samolotu. Okazuje się jednak, że linie lotnicze sprzedały za dużo biletów i wszyscy się nie zmieszczą. Po prostu fizycznie nie ma takiej możliwości. Absurd? Pewnie. Ale mimo to, ten absurd naprawdę się zdarza i w branży turystycznej określany jest jako „overbooking„. Linie nierzadko sprzedają więcej biletów niż posiadają miejsc, czasem z powodu błędów w systemach transakcyjnych lotów, ale częściej dlatego, że przewidują iż część pasażerów finalnie nie stawi się na lotnisku. A tym samym przewoźnik może zabrać inne osoby i zarobić na ich biletach.

Rozporządzenie nakazuje w takim przypadku, aby linie lotnicze zaproponowały pasażerom, żeby część z nich na ochotnika zrezygnowała z lotu danym samolotem, w zamian za uzgodnione z linią korzyści. Jeżeli mimo to liczba pasażerów nadal jest większa niż liczba miejsc w samolocie, przewoźnik może odmówić pasażerom wejścia na pokład, wbrew ich woli. W takiej właśnie sytuacji przysługuje Ci odszkodowanie. Dlatego też, negocjując z liniami korzyści związane z dobrowolną rezygnacją z rezerwacji (wariant, w którym zgłaszasz się na ochotnika) pamiętaj, że nie będzie przysługiwało Ci już dodatkowe odszkodowanie. Policz więc, która opcja bardziej Ci się opłaca – korzyści (uzgodnione z liniami lotniczymi) czy odszkodowanie z rozporządzenia.

W przypadku odwołania lotu również przysługuje Ci odszkodowanie. Chyba że linie lotnicze poinformują Cię we właściwym czasie o odwołaniu lotu, a w niektórych przypadkach również zaoferują zmianę planu podróży. Przewoźnik może powiadomić o odwołaniu lotu nawet w czasie krótszym niż 7 dni przed planowym czasem odlotu (a więc nawet w dniu odlotu!). Pod warunkiem że zapewni inny samolot, którego lot odbędzie się w granicach kilku godzin różnicy niż pierwotnie planowany. Taka sytuacja nie jest przesadnie dotkliwa dla pasażera, dlatego też nie przysługuje mu wówczas odszkodowanie. Informując o odwołaniu lotu na 2 tygodnie przed planowanym terminem przewoźnik w ogóle nie musi zapewnić Ci lotu zamiennego i nie wypłaci żadnego odszkodowania. Podsumowując – odszkodowanie za odwołanie lotu należy się pasażerowi tylko wtedy, gdy nie został o nim odpowiednio wcześnie poinformowany.

Rozporządzenie reguluje także sytuację, gdy lot jest opóźniony. Pasażerom w tym przypadku należy się określona w akcie unijnym pomoc od przewoźnika lotniczego. Jednak choćbyś przeczytał całe rozporządzenie od deski do deski, to nie znajdziesz w nim przepisu przyznającego prawo do odszkodowania pasażerom opóźnionego samolotu. Odszkodowanie bowiem, uregulowane w art. 7 rozporządzenia, należy się tylko w sytuacjach, gdy pozostałe jego przepisy wprost odwołują się do ww. artykułu. Jeżeli odwołania takiego brak – odszkodowanie się nie należy.

Ale jak to, zapytasz. Przecież napisałem na wstępie, że uzyskałem odszkodowanie dla moich Klientów właśnie za opóźnienie ich samolotu. To prawda. Jednak prawo to nie wynika z rozporządzenia i powołując się wyłącznie na przepisy możesz nie uzyskać odszkodowania od linii lotniczych. Prawo to wykształciło się bowiem w orzecznictwie Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej, który rozpatrując sprawę pasażerów odwołujących się od decyzji krajowego wymiaru sprawiedliwości przyznał im rację, i uznał, że brak jest podstaw do innego (gorszego) traktowania pasażerów lotów znacznie opóźnionych niż pasażerów lotów odwołanych. I przyznał prawo do odszkodowania także wobec rejsów opóźnionych.

Fajnie, prawda? Czyjaś determinacja i prawnicza argumentacja sprawiły, że pasażerowie wszystkich państw członkowskich uzyskali dodatkowe uprawnienia, a linie lotnicze motywację do jeszcze większej dbałości o jakość świadczonych usług. Bajka 🙂

Opóźnienie samolotu powinno wynosić co najmniej 3 godziny, abyś mógł skutecznie domagać się odszkodowania. Na jaką kwotę możesz liczyć? To zależy od odległości, jaką pokonałeś samolotem. Odszkodowanie ma postać zryczałtowaną, a więc nie zależy od wykazania wysokości szkody, jaką poniosłeś. Innymi słowy – przysługuje za sam fakt opóźnienia lotu (odwołania lotu/odmowy wejścia na pokład).

W zależności od odległości lotu kwota odszkodowania waha się od 250 – 600 euro.

Są jednak sytuacje, w których przewoźnik lotniczy skutecznie odmówi Ci wypłaty odszkodowania. Może to zrobić, jeżeli jest w stanie wykazać, że naruszenie praw pasażera wynikało z nadzwyczajnych okoliczności, których nie można było uniknąć pomimo podjęcia wszelkich racjonalnych środków. Rozporządzenie przykładowo wskazuje m.in. na warunki pogodowe i strajki pracowników, jako nadzwyczajne okoliczności wyłączające prawo m.in. do odszkodowania. Orzecznictwo sądu europejskiego i sądów krajowych rozwija to zagadnienie, wskazując, jakie przyczyny można uznać za nadzwyczajne okoliczności, a za które odpowiadają linie lotnicze. Dlatego znajomość orzecznictwa w sprawach dot. praw pasażerów jest kluczowa.

Jeżeli przewoźnik lotniczy, z którego usług korzystałeś, odmawia Ci prawa do odszkodowania – możesz skierować skargę do właściwego urzędu, który zbada sprawę i wyda swoją decyzję. Możesz też walczyć o swoje prawa w sądzie. O procedurze dochodzenia praw od linii lotniczych napisałem w tym miejscu. Zapamiętaj, że pod pewnymi warunkami przysługuje Ci prawo do odszkodowania i nie bój się o nie walczyć. Warto spróbować. Bo każda reklamacja może przynieść rekompensatę nie tylko pasażerowi, ale też ogólnie wpłynąć na jakość usług, z których korzystamy. A to już podwójna korzyść 🙂

Pozdrawiam Cię serdecznie.