Miesiąc: Grudzień 2016

Wszystkim Czytelniczkom i Czytelnikom bloga życzę spędzenia świąt Bożego Narodzenia bez pośpiechu, w gronie bliskich osób, na serdecznych rozmowach i przeżywaniu tej niesamowitej magii, jaka towarzyszy nam w tym okresie roku.

Życzę Wam również spełnienia wszelkich planów w 2017 r., a w tematyce bloga – samych wygranych w sądach i skutecznych egzekucji : )

Pozdrawiam Was świątecznie,

Krzysztof Kozłowski

Pewnie nieraz słyszałeś o tym, że w sądzie trzeba mówić prawdę. Mogłeś też słyszeć o odpowiedzialności karnej za składanie fałszywych zeznań. A może sam zetknąłeś się z tematem, stając przed sądem w charakterze świadka lub strony postępowania? Nierzadko bycie takim świadkiem to bardzo niewygodna sprawa. Dlatego też z mówieniem prawdy w sądzie bywa różnie. Zostawmy jednak praktykę i zastanówmy się, jak – w świetle przepisów – być z tą prawdą w sądzie powinno? Żeby wiedzieć co, jak i dlaczego, oraz co grozi w razie niewywiązania się z tego szczególnego obowiązku.

Do napisania dzisiejszego wpisu zainspirował mnie jeden z pierwszych przepisów Kodeksu postępowania cywilnego, który stanowi:

Strony i uczestnicy postępowania obowiązani są dokonywać czynności procesowych zgodnie z dobrymi obyczajami, dawać wyjaśnienia co do okoliczności sprawy zgodnie z prawdą i bez zatajania czegokolwiek oraz przedstawiać dowody.

Powyższe odnosi się do stron i uczestników postępowania, a więc zarówno do głównych aktorów procesu sądowego, jak i postępowania nieprocesowego. Do powoda, pozwanego, czy wnioskodawcy. Obowiązek ten wzbudza zdziwienie, ponieważ większość osób kojarzy, że świadek musi zeznawać prawdę (a jak oglądamy w amerykańskich filmach nawet „prawdę, samą prawdę i tylko prawdę”), ale żeby dotyczył strony postępowania? Przecież wiadomo, że w sądzie chodzi o wygraną! A najprawdziwsza prawda nieraz może stronę od realizacji tego celu znacząco oddalić…

Zresztą rolą profesjonalnego pełnomocnika jest między innymi takie przedstawienie okoliczności sprawy, by wykazać rację klienta i przedstawić potwierdzające ją dowody. Chodzi wszak o stworzenie korzystnego obrazu reprezentowanej przez siebie strony sporu. I wszystko w porządku, na tym to wszak polega, ale nie może stać w oczywistej sprzeczności z faktami. Przynajmniej w teorii, bo w praktyce ustawodawca nie przewidział za tzw. „kłamstwo procesowe” żadnej bezpośredniej sankcji. Być może mając świadomość tego, że trudno od stron sporu oczekiwać, że będą same przedstawiać niekorzystne dla nich okoliczności.

Wyrażona więc w powyższym przepisie zasada prawdy materialnej pozostaje przede wszystkim pewnym nakazem moralnym czy etycznym, pozbawionym realnej sankcji za jej naruszenie.

Czym jednak – choćby pośrednio – może grozić kłamstwo procesowe?

Sąd może nałożyć na stronę obowiązek zwrotu kosztów wywołanych jej niewłaściwym postępowaniem, a więc spowodowanych np. uchyleniem się od złożenia wyjaśnień lub złożeniem wyjaśnień niezgodnych z prawdą.

Sąd może również skazać na karę grzywny stronę, która uzyskała prawo do pomocy prawnej z urzędu (udzielonej przez radcę prawnego lub adwokata) – w sytuacji, gdy okoliczności, na podstawie których prawo to zostało jej przyznane, okazały się nieprawdziwe (o czym strona wiedziała). W takim przypadku oprócz grzywny strona zobowiązana jest również zapłacić wynagrodzenie profesjonalnego pełnomocnika.

Kara grzywny może zostać orzeczona także wtedy, gdy strona postępowania w złej wierze lub lekkomyślnie zarzuca przeciwnikowi, że przedstawiony przez niego dokument został sfałszowany.

Powyższe przykłady to sytuacje, w których naruszenie zasady prawdy materialnej przynajmniej pośrednio skutkuje ukaraniem strony dopuszczającej się zatajenia lub zniekształcenia prawdy. W tym miejscu warto jednak wspomnieć, że procedura cywilna dopuszcza również bezpośrednie sankcje w postaci zagrożenia odpowiedzialnością karną za składanie fałszywych zeznań – jedynak tylko w przypadku przeprowadzenia przez sąd dowodu z przesłuchania stron, po uprzednim odebraniu od strony przyrzeczenia.

Inaczej jest z zeznaniami świadków i ich odpowiedzialnością – ponieważ w przypadku składania zeznań przez świadka w postępowaniu cywilnym jest on od samego początku (nawet bez odebrania od niego przyrzeczenia) zobowiązany do mówienia prawdy, pod rygorem odpowiedzialności karnej.

Uznaje się bowiem, że zeznania świadków mają większe znaczenie (i są bardziej wiarygodne) dla sprawy niż wyjaśnienia stron, a zarazem od świadków można więcej wymagać, bo sprawa nie dotyczy ich bezpośrednio. Stąd obwarowany sankcją obowiązek mówienia prawdy 😉

Pozdrawiam Cię serdecznie!

Tydzień temu opisywałem na blogu instytucję prawa chroniącą interesy wierzyciela, jaką jest zabezpieczenie roszczeń dochodzonych przed sądem w postępowaniu cywilnym. Dzisiaj chciałem wrócić do tematu, koncentrując się na jednym jego aspekcie – niezwykle istotnym, choć zazwyczaj niedostrzeganym. Mówię o doręczaniu postanowień o udzieleniu zabezpieczenia.

Celem naczelnym postępowania zabezpieczającego i wniosku o udzielenie zabezpieczenia jest zagwarantowanie wierzycielowi, że mimo długotrwałego postępowania sądowego, po wygraniu sprawy będzie on mógł skutecznie wyegzekwować swoje roszczenie od dłużnika. Chodzi więc o zablokowanie dłużnikowi możliwości dysponowania majątkiem. Dzięki temu żaden Przedsiębiorczy Dłużnik nie sprawi, że wyrok będzie tylko ładną laurką do powieszenia na ścianie, jako dowód na to, że miałeś rację.

Aby skutecznie zabezpieczyć roszczenie niezbędne jest jednak nie tylko uzyskanie sądowego postanowienia o zabezpieczeniu. Równie ważne jest bowiem skuteczne przejście od podstawy prawnej do czynów w postaci wykonania zabezpieczenia przez komornika sądowego.

Pomiędzy tymi dwoma momentami istnieje stan niepewności. Postanowienie jest już wydane, ale czeka jeszcze na nadanie klauzuli wykonalności (lub opatrzenie wzmianką o wykonalności) i doręczenie uprawnionemu. Dopiero wówczas może on zanieść postanowienie do komornika i złożyć wniosek o wykonanie orzeczonego przez sąd zabezpieczenia.

Właśnie – w postępowaniu zabezpieczającym nie mówimy o powodzie i pozwanym, lecz o uprawnionym i obowiązanym. Warto przyswoić tę terminologię.

Komu sąd doręcza postanowienie o zabezpieczeniu? Odmiennie niż zazwyczaj (regułą jest bowiem doręczanie dokumentów obu stronom sporu) w postępowaniu zabezpieczającym – co do zasady – sąd doręcza postanowienie w zakresie zabezpieczenia wyłącznie uprawnionemu (powodowi). Wyobraź sobie bowiem sytuację, w której obowiązany (dłużnik) dowiaduje się o wydanym przez sąd zabezpieczeniu na jego ruchomościach, zanim ruchomości te zostaną fizycznie zajęte przez komornika. Wyobraź sobie dalej, że kilka dni później do miejsca zamieszkania lub siedziby Przedsiębiorczego Dłużnika dociera komornik, widzisz to? A za drzwiami, czy widzisz jakiś wartościowy majątek? No właśnie.

Obowiązany nie może dowiedzieć się o zabezpieczeniu wcześniej, niż stanie się ono prawnie skuteczne. Powinien uzyskać o nim wiedzę wtedy, gdy będzie już „za późno”, by móc je udaremnić. Dlatego przepisy Kodeksu postępowania cywilnego stanowią, że sąd doręcza postanowienie o zabezpieczeniu podlegające wykonaniu przez organ egzekucyjny (zazwyczaj będzie nim komornik sadowy) tylko uprawnionemu. Od tego są wyjątki, dotyczące głównie zabezpieczenia na nieruchomości (i przy wielu roszczeniach niepieniężnych), ponieważ uznaje się, że trudniej ukryć majątek nieruchomy od ruchomego. Ale wszelkie zabezpieczenia polegające na zajęciu wynagrodzenia za pracę, ruchomości, czy wierzytelności z rachunku bankowegosąd doręcza wyłącznie uprawnionemu. Obowiązany otrzymuje zaś odpis postanowienia od komornika, i wówczas ma prawo do złożenia zażalenia na zabezpieczenie, jeżeli się z nim nie zgadza.

Przepisy przepisami, a pomyłki jednak się zdarzają. W sprawie jednego z moich Klientów sąd po udzieleniu zabezpieczenia zarządził doręczenie postanowienia zarówno uprawnionemu, jak i obowiązanemu. O dotkliwych dla Klienta skutkach, jakie mogłoby mieć przedwczesne poinformowanie dłużnika o ustanowionym zabezpieczeniu, już wiesz. Sęk w tym, że zarządzenie o doręczeniu nie podlega zaskarżeniu w żadnym trybie (nie przysługuje od niego zażalenie, apelacja ani inny środek odwoławczy), a co więcej, strony postępowania nie są nawet informowane o wydaniu i treści takiego zarządzenia. Gdyby nie regularne telefony do sądu i korzystanie z nowoczesnych rozwiązań dla profesjonalnych pełnomocników (takich jak internetowy portal informacyjny sądów) – o błędnym doręczeniu dowiedziałbym się już po fakcie. A sama wiedza to nie wszystko. Znając treść zarządzenia mogłem natychmiast zareagować, faksując do sądu stosowne pismo, wskazujące na błędne doręczenie – ale ostatecznie to dobra wola i otwartość sądu sprawiły, że zmienił swoją decyzję, naprawiając błąd zanim wywołał on jakiekolwiek negatywne skutki.

Powyższe doświadczenie uczy, że czujnym trzeba być na każdym etapie sprawy, nawet tam, gdzie przepisy definiują ścieżkę postępowania i wydaje się, że nic nie może Cię zaskoczyć. Bo nikt nie zadba o Twoją sprawę lepiej niż Ty sam. No, chyba że Twój radca prawny lub adwokat 😉

Pomyślnego tygodnia życzę i pozdrawiam!

W codziennym wykonywaniu zawodu, jak i na łamach tego bloga, jak mantrę powtarzam, że samo wygranie procesu sądowego to nie wszystko, że nie jest to nawet połowa sukcesu! Tak naprawdę liczy się bowiem skuteczna egzekucja, a więc to, czy koniec końców ujrzysz na swoim rachunku bankowym dawno niewidziane, należne Ci od dłużnika pieniądze. I choć bez wygranej w sądzie nie będziesz miał wyroku, by zanieść go do komornika, to jednak właśnie możliwość skutecznej egzekucji powinna być wyznacznikiem tego, czy warto w ogóle dotykać tematu i próbować sporu na sali sądowej. Wiem też, że nie każdy Klient jest tego świadomy. Dlatego zdarza mi się odradzać wnoszenia pozwu do sądu, gdy weryfikacja sytuacji majątkowej i zachowania dłużnika świadczy o tym, że niemal na pewno nie będzie z czego odzyskać pieniędzy wierzyciela.

Ale temat jest bardziej złożony, bo choć dłużnik może mieć majątek w chwili sporządzenia pozwu, to nikt nie może zagwarantować, że jego przedsiębiorcze działanie lub też najzwyklejszy niefart jaki po prostu się zdarza – całkowicie nie zmienią sytuacji. Bo procesy sądowe mają to do siebie, że trwają. Często wiele miesięcy a nawet kilka lat. A w tym czasie… wszystko może się zdarzyć.

I tutaj pojawia się bohater dzisiejszego wpisu, spokój dla wierzycieli i potężny oręż dla ich pełnomocników – zabezpieczenie roszczeń w sporze sądowym.

Instrument prawa, jakim jest zabezpieczenie, pozwala na uzyskanie zabezpieczenia na majątku pozwanego już na etapie trwającego sporu sądowego. Można więc dzięki temu zapewnić sobie, że w razie wygranej sprawy w sądzie, majątek pozwanego będzie nadal istniał i tylko czekał, aż się z niego zaspokoisz 😉 Odpada więc niebezpieczeństwo, że cała para związana z prowadzeniem postępowania sądowego pójdzie w gwizdek. To poważny atut dla wierzyciela i argument za kontynuowaniem sporu.

Udzielenia zabezpieczenia można żądać w każdej sprawie cywilnej rozpoznawanej przez sąd, i warto z tego korzystać, kierując wniosek do sądu razem z powództwem – w treści jednego pisma, jakim jest pozew. Dzięki temu unikniesz dodatkowej opłaty sądowej, którą musiałbyś zapłacić, składając wniosek o udzielenie zabezpieczenia osobno, jeszcze przed wszczęciem sprawy. Jeżeli więc możesz mieć na szybko gotowy nie tylko wniosek, ale od razu pozew – rekomenduję to drugie rozwiązanie.

Zawarcie wniosku o zabezpieczenie w treści pozwu ma również tę zaletę, że nie musisz się powtarzać. Bo zarówno wniosek, jak i pozew muszą zawierać opis przedmiotu sprawy (przytaczać okoliczności faktyczne), spełniać wymagania przewidziane dla każdego pisma procesowego, oraz uprawdopodobnić (wniosek) lub wręcz udowodnić (pozew) Twoje roszczenie. Powyższe elementy musisz jedynie uzupełnić o uzasadnienie interesu prawnego, a więc przekonać sąd, że przysługuje Ci interes prawny w uzyskaniu zabezpieczenia.

Przepisy polskiej procedury cywilnej stanowią, że przez interes prawny w powyższym znaczeniu należy rozumieć taką sytuację, w której brak udzielenia zabezpieczenia poważnie utrudni lub wręcz uniemożliwi późniejszą realizację wyroku sądu. Innymi słowy, musisz przekonać sąd orzekający o zabezpieczeniu, że tylko z zabezpieczeniem uda się odzyskać Twoje pieniądze (lub zrealizować roszczenie niepieniężne). Jak to zrobić? Nie jest to łatwe, bo sądy niechętnie ingerują w prawa i obowiązki dłużnika jeszcze przed rozpatrzeniem sprawy i wydaniem orzeczenia. Dlatego warto poradzić się doświadczonego radcy prawnego lub adwokata, który wie, na co zwrócić uwagę sądu. W każdym razie powinieneś wykazać, dlaczego istnieje wysokie ryzyko, że pozwany po zakończeniu sprawy sądowej nie będzie miał majątku lub też będzie on o tyle mniejszy, że nie wystarczy już na zaspokojenie Twojej wierzytelności. Przeprowadź analizę finansową i gospodarczą pozwanego, przedstaw jego działania i zaniechania związane z majątkiem, i odnieś powyższe do okoliczności Twojej sprawy.

We wniosku o udzielenie zabezpieczenia musisz dodatkowo wskazać sposób zabezpieczenia i obliczyć wysokość sumy zabezpieczenia. Co do sposobów zabezpieczenia to w większości przypadków odpowiadają one typowym sposobom egzekucji (np. zabezpieczenie poprzez zajęcie rachunku bankowego), trudniej jest z obliczaniem sumy zabezpieczenia, bo warto oszacować i uwzględnić w niej także należności uboczne, jak odsetki czy koszty postępowania.

Sąd rozpoznaje wniosek niezwłocznie, najpóźniej w terminie jednego tygodnia od złożenia go do sądu. Jest to termin instrukcyjny (a więc jego nieznaczne przekroczenie nie powoduje żadnych konsekwencji), ale z mojego doświadczenia sądy naprawdę starają się go przestrzegać.

Największą pułapką jest przepis, zgodnie z którym sąd rozpoznaje wniosek o zabezpieczenie w jego granicach i na podstawie materiału zebranego w sprawie. To oznacza, że wszelkie niejasności, braki i błędy, jakie znajdą się w uzasadnieniu wniosku oraz dołączonych do niego dokumentach – posłużą za podstawę do oddalenia Twojego wniosku. Warto więc się przyłożyć.

A co po uzyskaniu zabezpieczenia? Jeżeli Ci się uda, i sąd pozytywnie rozstrzygnie Twój wniosek – będziesz musiał udać się do komornika sądowego. Bo w większości przypadków to właśnie komornik (i tylko on) może wykonać postanowienie o zabezpieczeniu. Oczywiście zaopatrzone w odpowiednią klauzulę wykonalności

Cóż, pozostaje mi życzyć Ci sukcesów na drodze sądowej i egzekucyjnej! Zaś temat zabezpieczenia zagości na blogu pewnie jeszcze nie raz. Do zobaczenia!