Miesiąc: Październik 2016

Swego czasu opisywałem na blogu prawo do żądania odszkodowania od linii lotniczych, koncentrując się na tym, kiedy i za co się ono należy. Zapowiedziałem wtedy, że w przyszłości do tematu powrócę i przedstawię, jak dochodzić swoich roszczeń od przewoźnika lotniczego. Przejdźmy zatem do rzeczy.

Pierwsza wątpliwość pojawia się już na samym początku i dotyczy wyboru właściwej ścieżki dochodzenia swoich roszczeń. W orzecznictwie polskich sądów wykształciły się trzy różne koncepcje, według których żądanie odszkodowania od linii lotniczych może rozpatrywać wyłącznie właściwy organ administracji, wyłącznie sąd powszechny, bądź że sprawę rozstrzygnąć może dowolnie – albo organ administracji albo sąd. Zgodnie z uchwałą Sądu Najwyższego z dnia 7 lutego 2014 r. (sygn. akt III CZP 113/13) prawidłową wykładnię przepisów stanowi ostatnia z powyższych koncepcji. Sąd stwierdził bowiem, że pomiędzy tymi różnymi drogami postępowania (przed organem/przed sądem) zachodzi przemienność, a więc pasażer może wybrać, z której z tych dróg chce skorzystać.

Postępowanie przed sądem zakłada, że nie musisz nawet kierować do przewoźnika reklamacji, lecz możesz bezpośrednio skierować sprawę do sądu, wnosząc pozew o zapłatę zryczałtowanego odszkodowania tytułem – przykładowo – znacznego opóźnienia lotu. Z postępowaniem tym wiąże się jednak konieczność poniesienia pewnych kosztów, a prawidłowe sporządzenie pozwu wcale nie jest takie proste.

Dlatego lepszą opcją, choć często bardziej rozciągniętą w czasie, jest skierowanie sprawy na drogę postępowania administracyjnego. Nie wiąże się ono z dodatkowymi kosztami, a sformułowanie roszczenia nie jest aż tak skomplikowane.

Procedura w tym przypadku może być kilkuetapowa:

  1. skierowanie reklamacji do linii lotniczych,
  2. złożenie do organu administracji skargi na naruszenie przez przewoźnika lotniczego postanowień rozporządzenia nr 261/2004,
  3. złożenie wniosku o ponowne rozpatrzenie sprawy,
  4. skierowanie sprawy do egzekucji prowadzonej przez komornika sądowego.

Zauważ, co napisałem powyżej. Twoja droga do uzyskania należnego Ci odszkodowania może być taka długa, lecz wcale nie musi. Zdarza się bowiem, że dobrze napisana reklamacja do linii lotniczych spotyka się z akceptacją ze strony przewoźnika i wypłatą odszkodowania na drodze polubownej, bez angażowania administracji i konieczności powoływania się na przymus państwowy. Tak było chociażby w jednej z prowadzonych przeze mnie niedawno spraw.

Sporządzając reklamację warto sprawdzić, czy dane linie lotnicze posiadają jakiś regulamin rozpatrywania reklamacji, a jeżeli tak – to zastosować się do jego postanowień.

W przypadku, gdy linie lotnicze odpowiedziały odmownie na Twoją reklamację lub w ogóle nie udzieliły odpowiedzi i nie wiadomo kiedy, ani czy w ogóle się jej spodziewać – możesz przejść do kroku numer 2. A więc po upływie – co do zasady – 30 dni od dnia złożenia reklamacji, możesz złożyć skargę na naruszenie postanowień rozporządzenia, kierując ją do Prezesa Urzędu Lotnictwa Cywilnego. Pisząc o terminie zaznaczyłem, że jest to termin typowy, ale rozstrzygające znaczenie mają postanowienia umowy przewozu lub regulaminu przewozu uchwalonego przez linie lotnicze. Tam więc musisz szukać informacji o właściwym terminie oczekiwania na odpowiedź przewoźnika.

Skargę wnosi się na stosownym formularzu (dostępnym tutaj), koniecznie dołączając do niej kopię reklamacji (wraz z ewentualną odpowiedzią przewoźnika) i potwierdzonej rezerwacji na lot.

Rozpoznaniem skargi zajmuje się wyspecjalizowana komórka organizacyjna Urzędu Lotnictwa Cywilnego – Komisja Ochrony Praw Pasażerów. Stosuje ona procedurę administracyjną, kończąc postępowanie wydaniem decyzji. Warto wiedzieć, że w toku sprawy to przewoźnik lotniczy musi udowodnić, że nie naruszył praw pasażerów, a nie odwrotnie. Stanowi to duże ułatwienie dla słabszej strony umowy przewozu, którą jest przecież pasażer.

W decyzji organ stwierdza, czy doszło do naruszenia prawa przez linie lotnicze, a jeżeli tak, to nakłada na nie karę pieniężną (płatną na rzecz Skarbu Państwa) oraz nakazuje wypłacić pasażerowi w określonym terminie stosowne odszkodowanie. Decyzja Prezesa Urzędu Lotnictwa Cywilnego stanowi tytuł egzekucyjny, który uprawnia do prowadzenia przez komornika sądowego egzekucji wobec opornego przewoźnika. Tak na wszelki wypadek, gdyby linie nie chciały płacić 😉

Gdyby decyzja organu była dla Ciebie niekorzystna – możesz złożyć wniosek o ponowne rozpatrzenie sprawy, wykazując w nim, dlaczego Twoim zdaniem wydana decyzja jest nieprawidłowa i powinna zostać zmieniona.

Gdy piszę ten wpis październik przechodzi w listopad. Wieczory stają się coraz dłuższe i zimniejsze, dni deszczowe… Co sprawia, że zapewne coraz częściej wielu z nas marzyć będzie o ciepłych krajach, palmach i bezkresie pogodnego nieba. Niektórzy marzenia te zrealizują, wybierając się w podróż – oczywiście na pokładzie samolotu. I choć życzę Ci wyłącznie komfortowej i punktualnej podróży, to oboje wiemy, że bywa z tym różnie 😉 Jeżeli więc – tfu, tfu! – nie wszystko będzie jak trzeba, to pamiętaj o tym wpisie i nie odpuszczaj. W interesie wszystkich podróżujących, jak i własnym.

Samych słonecznych dni życzę i pozdrawiam!

Jeden z Czytelników bloga zapytał mnie ostatnio w korespondencji mailowej m.in. o instytucję skargi pauliańskiej. Jest ona dość znana również wśród osób nie będących prawnikami, i kojarzona jako coś takiego, co ma pomóc wierzycielowi w dochodzeniu jego wierzytelności od nieuczciwego dłużnika. Dłużnika, który swój majątek ukrywa, roztrwania lub przenosi, czyniąc tym egzekucję bezskuteczną. Nie każdy jednak wie, do czego dokładnie służy skarga pauliańska, ani jakie warunki muszą zostać spełnione, by można było skorzystać z jej dobrodziejstw. A warunków tych jest całkiem sporo i umiejętne posłużenie się powództwem z actio Pauliana nie jest wcale takie proste.

Skarga pauliańska wywodzi się jeszcze z czasów prawa rzymskiego i już na dobre zadomowiła się w polskim porządku prawnym. Pozwala wierzycielowi zażądać przed sądem uznania czynności prawnej dłużnika za bezskuteczną wobec wierzyciela. Jej celem jest umożliwienie wierzycielowi zaspokojenia się z konkretnego składnika majątku dłużnika, pomimo że opuścił on ten majątek, zmieniając właściciela. Działa więc w sytuacji, gdy dłużnik dysponował jakimś majątkiem, ale w celu pozbawienia wierzyciela możliwości skutecznej egzekucji wyzbył się tego majątku na rzecz osoby trzeciej. Skarga nie pomoże w przypadku utraty majątku (jego roztrwonienia) ani ukrycia go przed komornikiem. Może natomiast przydać się w walce z dłużnikiem, który po wydaniu wyroku lub później, już po wszczęciu egzekucji – odkrył w sobie nagle Dłużnika Filantropa rozdającego majątek na prawo i lewo, lub Przedsiębiorczego Dłużnika który wnosi majątek do różnych spółek (zwłaszcza zagranicznych, założonych w rajach podatkowych) lub zawiera umowy przewłaszczenia na zabezpieczenie fikcyjnych długów. Sposobów na ukrycie i wyprowadzenie majątku jest wiele, niestety więcej niż skutecznych metod egzekucji. Jednak do tych ostatnich może należeć skarga pauliańska.

Aby skorzystać ze skargi pauliańskiej muszą łącznie zachodzić następujące warunki:

  1. dłużnik rozdysponował swoim majątkiem poprzez czynność prawną z osobą trzecią,
  2. dokonał tego z pokrzywdzeniem wierzycieli i ze świadomością ich pokrzywdzenia,
  3. osoba trzecia uzyskała w ten sposób korzyść majątkową, przy czym osoba ta działała w złej wierze.

Jak widzisz, skarga pauliańska dotyczy wyłącznie przejścia majątku dłużnika na inne osoby w drodze czynności prawnej, a więc zawartej pomiędzy dłużnikiem a osobą trzecią umowy. Na ogół będzie to umowa darowizny lub sprzedaży, ale zdarzają się też znacznie bardziej wymyślne konstrukcje ucieczki z majątkiem.

Ponadto dłużnik musi działać z pokrzywdzeniem wierzycieli i być tego świadomy. Co prawo rozumie przez pokrzywdzenie wierzycieli? Stan, w którym dłużnik na skutek dokonanej czynności prawnej z osobą trzecią stał się niewypłacalny lub przynajmniej niewypłacalny w wyższym stopniu, niż był przed jej dokonaniem. Teraz możesz zadać kolejne pytanie – kiedy dłużnik jest niewypłacalny? Orzecznictwo sądowe dość szeroko interpretuje niewypłacalność dłużnika w rozumieniu przepisów o skardze pauliańskiej. Niewypłacalność bowiem to taki stan majątku dłużnika, w którym egzekucja komornicza nie może zaspokoić wierzyciela lub nie może go zaspokoić w całości, czy też zaspokojenie wierzyciela jest po prostu utrudnione lub opóźnione. Przesłankę niewypłacalności dłużnika wierzyciel może wykazać dowolnymi dowodami. Przede wszystkim dla jej stwierdzenia nie jest konieczne wcześniejsze przeprowadzenie postępowania egzekucyjnego zakończonego umorzeniem (jak głosi obiegowa opinia), ani ogłoszenie upadłości dłużnika. Oczywiście, postanowienie o ogłoszeniu upadłości czy o umorzeniu egzekucji jako bezskutecznej będzie dużym ułatwieniem dla wierzyciela. Ale nie jest absolutnie niezbędne.

A co ze świadomością dłużnika, że działał z pokrzywdzeniem wierzycieli? Trzeba o niej pamiętać, bo nie wystarczy sam obiektywny fakt pokrzywdzenia. Potrzebne jest również wykazanie, że dłużnik obejmował to swoją świadomością. Prawo dla ułatwienia wierzycielowi dochodzenia jego praw ustanawia w tym zakresie pewne domniemanie – jeżeli dłużnik w chwili darowizny był już niewypłacalny lub stał się niewypłacalny na jej skutek, to przyjmuje się, że działał ze świadomością pokrzywdzenia wierzycieli. Domniemanie działa na takiej zasadzie, że zamiast wierzyciela to dłużnik musi udowodnić, że było inaczej niż wynika z domniemania. Ułatwia więc dowodzenie swoich racji w sądzie. Jak widzisz, powyższe domniemanie dotyczy jednak tylko konkretnej czynności prawnej, jaką jest darowizna.

Została nam jeszcze osoba trzecia, działająca w złej wierze, a więc taka, która wiedziała że dłużnik dokonuje z nią czynności prawnej mając świadomość działania z pokrzywdzeniem wierzycieli, lub też taka, która mogła się o tym dowiedzieć, gdyby dołożyła należytej staranności. Zauważ, że nie wystarczy żeby osoba trzecia wiedziała, że dłużnik ma jakichś wierzycieli. Musi ona wiedzieć znacznie więcej, a mianowicie że dłużnik ma wierzycieli i dokonuje z nią czynności wiedząc, że na jej skutek powiększy swoją niewypłacalność. Temat dołożenia należytej staranności i w ogóle skutków dla osoby trzeciej, jakie wynikają z czynności prawnej z dłużnikiem, to wątek na osobny wpis. Już teraz jednak sygnalizuję, że dokonując jakichkolwiek czynności prawnych warto się trochę zainteresować kontrahentem, by ktoś, kiedyś, w jakiejś sprawie – nie zarzucił Ci, że zawarłeś umowę z dłużnikiem działającym na niekorzyść wierzycieli. Bo skutki skargi pauliańskiej są dotkliwe także dla osoby trzeciej, nie tylko dla dłużnika.

W zakresie działania przez osobę trzecią w złej wierze prawo również przewiduje pewne domniemanie. Otóż, jeżeli osoba trzecia jest osobą pozostającą w bliskim stosunku z dłużnikiem lub stałym kontrahentem dłużnika, to prawo domniemywa, że osoba ta/kontrahent wiedziała o tym, że dłużnik działał z pokrzywdzeniem wierzycieli i miał tego świadomość. Co więcej, jeżeli osoba trzecia uzyskała korzyść majątkową w drodze nieodpłatnej czynności prawnej (np. umowy darowizny) to wymóg działania przez osobę trzecią w złej wierze w ogóle odpada. Przy darowiźnie nie trzeba wykazywać złej wiary, bo prawo słabiej chroni to, co było „za darmo”.

Jak więc widzisz, darowizna dłużnika dokonana na rzecz osoby dla niego bliskiej, mimo że jest najpopularniejszą formą uciekania z majątkiem jest też formą najłatwiejszą do skutecznego zakwestionowania przez wierzyciela. Bo wspomagają go w tym różne domniemania.

Podsumowując, skarga pauliańska może być skutecznym sposobem na walkę z nieuczciwym dłużnikiem, jednak w praktyce spełnienie wszystkich drobiazgowych przesłanek, o których pisałem, bywa kłopotliwe. A muszą być one spełnione łącznie, co w wielu sprawach niestety nie ma miejsca. Przy czym dochodzenie zarzutu ze skargi przed sądem też nie jest łatwe, i naprawdę przydaje się tu wiedza i doświadczenie profesjonalnego pełnomocnika – radcy prawnego lub adwokata.

A przedawnienie? Tak, ma zastosowanie i tutaj. Skargę pauliańską możesz skutecznie stosować w okresie 5 lat od daty dokonania czynności prawnej dłużnika z osobą trzecią. To oznacza, że jak zwykle, wiedza o majątku i poczynaniach dłużnika, oraz szybkość dochodzenia wierzytelności – mają kluczowe znaczenie.

Udanego tygodnia Ci życzę 🙂

Osoby, które przychodzą do mnie po pomoc w sprawie odzyskania ich pieniędzy, często pytają o koszty postępowania egzekucyjnego i zasady ich ponoszenia. Wiele z nich nie wie, jak komornik rozliczy postępowanie i wszystkie podejmowane przez siebie czynności. Czy kosztami obciąży wierzyciela, czy dłużnika? Czy wyegzekwowane należności komornik pomniejszy o swój „dochód”? Mało kto wie również, że w toku postępowania egzekucyjnego można uzyskać przynajmniej częściowe pokrycie kosztów radcy prawnego lub adwokata, który wspiera wierzyciela w postępowaniu.

Dlatego też, aby rozwiać powyższe wątpliwości i przybliżyć Ci zasady ponoszenia kosztów postępowania egzekucyjnego – przygotowałem dzisiejszy wpis. Czasem egzekucja kończy się dla wierzyciela dodatkową stratą finansową. Warto rozumieć, dlaczego tak się dzieje.

Jak od strony kosztów – w większości przypadków – wygląda postępowanie egzekucyjne?

  1. na skutek złożonego do komornika wniosku o wszczęcie postępowania komornik wzywa wierzyciela do uiszczenia zaliczki na poszczególne wydatki, czy też na poczet zlecenia komornikowi poszukiwania majątku dłużnika za wynagrodzeniem,
  2. komornik prowadzi postępowanie i dokonuje czynności,
  3. komornik w zależności od tego, czy postępowanie zakończyło się sukcesem czy nie, albo ściąga pieniądze od dłużnika, albo wydaje postanowienie o umorzeniu egzekucji jako bezskutecznej,
  4. komornik kończy postępowanie, wydając odpowiednie postanowienie i rozliczając koszty.

Z zaliczkami jest tak, że komornikowi przysługuje prawo do żądania od wierzyciela zaliczek na określone w ustawie wydatki, takie jak m.in. koszty korespondencji, należności biegłych, czy koszty uzyskiwania informacji. Jeżeli komornik skorzysta ze swojego prawa i wezwie wierzyciela do zapłaty zaliczki, a wierzyciel tego nie zrobi – wówczas komornik nie jest zobowiązany do podjęcia danej czynności. Wysokość zaliczek jest różna, ale zwykle łącznie nie przekraczają one kilkuset złotych.

Na podstawie uiszczonych zaliczek, jak również podejmując pewne nieodpłatne czynności, komornik prowadzi postępowanie egzekucyjne i stara się wyegzekwować roszczenie od dłużnika.

Końcowy etap, obejmujący wydanie postanowienia w zakresie zakończenia postępowania egzekucyjnego, obejmuje również rozliczenie kosztów tego postępowania. I tutaj wszystko zależy od tego, czy były to koszty celowe dla dochodzenia wierzytelności, oraz od skutku egzekucji, tj. czy pieniądze udało się ściągnąć z majątku dłużnika, czy nie.

Generalna zasada głosi, podobnie jak w cywilnym postępowaniu sądowym, że koszty ponosi strona przegrywająca. Pod warunkiem, że są to koszty celowe dla dochodzenia lub obrony jej praw. Jeżeli więc wierzyciel wnosi o czynności postępowania działając w dobrej wierze i jego wnioski są celowe, to w przypadku wyegzekwowania pieniędzy od dłużnika (a więc gdy ustalono majątek dłużnika) – komornik wszystkimi kosztami obciąży wyłącznie dłużnika.

Do kosztów tych należą zaliczki na wydatki (poniesione początkowo przez wierzyciela), opłata egzekucyjna (jest to „dochód” komornika), oraz wynagrodzenie radcy prawnego lub adwokata, którzy reprezentowali w postępowaniu wierzyciela. To ostatnie przyznawane jest w określonej rozporządzeniami minimalnej wysokości i stanowi zwrot części kwoty wynagrodzenia pełnomocnika. Tak więc w razie „wygranej” wierzyciel odzyska nie tylko w całości dochodzoną przez siebie wierzytelność, ale też otrzyma zwrot zapłaconych zaliczek i pewną kwotę na pomoc prawną, z której skorzystał.

Co jednak, gdy egzekucja okazała się bezskuteczna? Jeżeli komornikowi nie uda się wyegzekwować należności wierzyciela od dłużnika to obowiązek pokrycia niektórych wydatków postępowania spada na wierzyciela. Komornik w świetle prawa nie może bowiem być na egzekucji „stratny”, a przynajmniej „bardzo stratny”. Bo i tak nieskuteczna egzekucja sprawia, że praca komornika była pracą darmową. Nie uzyskuje on swojego dochodu, bo opłata egzekucyjna pozostaje nieuiszczona. Wierzyciela obciążają tylko wydatki komornika – poniesione już przez wierzyciela zaliczki i ewentualne dalsze kwoty, gdy komornik nie wezwał wcześniej o ich zapłacenie w postaci zaliczek. Wierzyciel może w takim przypadku ponieść też koszty poszukiwania majątku przez komornika, o czym przestrzegałem w tym wpisie, ale wynika to ze złożonego komornikowi zlecenia i nie dotyczy każdej egzekucji.

Reasumując, w razie udanej egzekucji wierzyciel uzyska zwrot zaliczek, pełną kwotę swojej wierzytelności, oraz koszty pełnomocnika. Komornik zaś ściągnie z majątku dłużnika, niezależnie od ww. pieniędzy dla wierzyciela, własną opłatę egzekucyjną. Dochód komornika nie wpływa więc w żaden sposób na koszty wierzyciela – działalność komornika „finansuje” dłużnik, jako strona postępowania, która nie spełniła dobrowolnie świadczenia na rzecz wierzyciela. Pomimo istnienia tytułu wykonawczego (np. nakazu zapłaty z klauzulą wykonalności), który nakazywał pozwanemu zaspokojenie powoda.

Jeżeli egzekucja okaże się bezskuteczna – dłużnik pozostanie bezkarny, wierzyciel nie odzyska swoich pieniędzy, dodatkowo ponosząc koszty zaliczek, a komornik – nic nie zarobi. Takie życie.

Przy czym, co istotne, pomimo poniesienia przez wierzyciela kosztów zaliczek i nie uzyskania zwrotu kosztów pełnomocnika, wszystkie te kwoty formalnie obciążą dłużnika – na oryginale tytułu wykonawczego komornik umieści bowiem dodatkową pieczęć i wpisze te nowe „koszty” jako należące się wierzycielowi od dłużnika. Fizycznie nie zobaczysz tych pieniędzy, przynajmniej na razie, ale zawsze będziesz mógł za jakiś czas spróbować ponownie egzekucji. I jeżeli tym razem się uda – odzyskasz wszystkie koszty, także poprzedniego postępowania.

O tym, jak długo można dochodzić roszczenia pomimo bezskutecznej egzekucji, pisałem na blogu tutaj.

Dlatego tak ważne jest, by prawidłowo formułować wnioski w postępowaniu egzekucyjnym. Bez tego możesz nie odzyskać wszystkich przysługujących Ci pieniędzy. No i warto też wiedzieć, kiedy i jakie koszty obciążają wierzyciela a kiedy dłużnika. Bo w razie błędnego ich naliczenia (co może być dość dotkliwe) zawsze przysługuje skarga na czynności komornika. Trzeba tylko wiedzieć, jak z niej skorzystać – i czy są ku temu podstawy.

Pozdrawiam Cię serdecznie!

Większość wpisów na blogu kierowana jest do wierzycieli, trudno temu zaprzeczyć. Począwszy od wyboru komornika, przez wszczęcie egzekucji i instytucje postępowania egzekucyjnego (jak poszukiwanie majątku czy jego wyjawienie), na przedawnieniu roszczeń z prawomocnego wyroku kończąc. Podobnych wpisów jest zresztą więcej. Jednak dziś coś nie tylko dla wierzycieli, ale też dla dłużników. Bo temat kwoty wolnej od zajęcia powinien zainteresować obydwie strony postępowania egzekucyjnego.

Czym jest kwota wolna od zajęcia? Krótko mówiąc, to kwota pieniędzy zgromadzonych na rachunkach bankowych dłużnika, której komornikowi nie wolno ruszyć. Dłużnik może mieć więc wierzycieli na pęczki i pozajmowany cały majątek, a mimo to wyciągnąć kartę debetową w Biedronce i kupić sobie coś miłego. Dzisiejszy wpis jest o tyle istotny właśnie dla dłużników, że od 8 września 2016 r. (razem z wieloma innymi zmianami) zmienił się model ochrony przed komorniczym zajęciem pieniędzy znajdujących się na rachunku. Wielu dłużników po tej dacie mogło się bardzo zdziwić, gdy zamiast uśmiechu sprzedawcy i spakowanych zakupów usłyszeli „proszę spróbować jeszcze raz. Transakcja odrzucona”. Jeżeli jesteś wierzycielem – dowiedz się, jak piękne czasy nastały. Jeżeli dłużnikiem – przeczytaj, bo może jest jeszcze szansa, by zareagować. W końcu pieniędzy nie trzeba trzymać w banku, zawsze jest ponadczasowa skarpeta 😉

Przechodząc do rzeczy, jeszcze niedawno Prawo bankowe przewidywało kwotę wolną od zajęcia w wysokości 3-krotności przeciętnego wynagrodzenia. Biorąc pod uwagę dane statystyczne z sierpnia 2016 r. była to równowartość 12 630,27 zł. Po nowelizacji przepisów kwota ta została ograniczona do wysokości 75% minimalnego wynagrodzenia za pracę, a więc aktualnie wynosi 1 387,50 zł. Jest różnica? Jest, i to drastyczna.

Co prawda dawna kwota wolna była kwotą niezależną od czasu – był to swego rodzaju limit, jaki przysługiwał dłużnikowi do momentu, gdy ten go przekroczył. Natomiast nowa kwota wolna przysługuje w każdym miesiącu, w jakim trwa zajęcie rachunku bankowego przez komornika. Ale i tak możliwości odłożenia pieniędzy na rachunkach bankowych zostały znacząco uszczuplone.

Ważne i warte zapamiętania jest, że kwota wolna dotyczy łącznie wszystkich rachunków bankowych posiadanych przez dłużnika we wszystkich bankach. Nie jest więc tak, że zakładając kolejne rachunki bankowe można tę kwotę sztucznie zwiększyć. Dodatkowo, kwota ta jest stała, niezależnie od liczby współposiadaczy rachunku. Inny przedsiębiorczy dłużnik mógłby chcieć wypłacić pieniądze z banku i coś za nie kupić, a w razie co zasłonić się tym, że sfinansował zakup z chronionych środków objętych kwotą wolną. Ale to nie tak. Jeżeli pieniądze opuszczą rachunek, nie ważne, czy wydane na coś innego, czy tylko wypłacone w bankomacie – natychmiast tracą przywileje i mogą zostać skutecznie zajęte przez komornika.

W praktyce zmiana ta wprowadziła niemałe zamieszanie, bo banki nie wiedzą od kiedy ją stosować i praktyka w tym zakresie jest niemal dowolna. Wydaje się jednak, że prawidłowo nowa kwota powinna znaleźć zastosowanie co do wszystkich zajęć rachunków bankowych, również w toku postępowań egzekucyjnych wszczętych przed tą datą.

Przy okazji wcześniejszej zmiany prawa (20 sierpnia tego roku) dodano też nowy przepis, wprost określający świadczenia nie podlegające zajęciu na rachunku bankowym dłużnika. Niezależnie od jakichkolwiek kwot. Komornik nie może więc zająć m.in. świadczeń alimentacyjnych, rodzinnych, z pomocy społecznej, czy świadczenia wychowawczego (potocznie określanego jako „500+„).

Słowem zakończenia, pozostaje obserwować jak przyjmie się zmiana przepisów i jakie owoce zbierze. Dłużnikom raz jeszcze polecam rozwagę w deponowaniu pieniędzy na rachunkach, a wierzycielom – jak najszybsze skorzystanie z nowej, „odblokowanej” puli w bankach ich dłużników.

Słonecznego tygodnia życzę, wszystkim 🙂

PS O rachunkach bankowych w egzekucji już pisałem – konkretnie o zajęciu rachunku przez internet.